poniedziałek, 29 lutego 2016

Gabrysia - dzieciom " Mikuś w Lublinie"

To Mattie i nasz Teodor - może kiedyś się spotkają i oby było tak jak w opowiadaniu :)
Czwarte już opowiadanie o Piotrusiu -  dedykuję moim dobrym duszkom z Lublina:)


     Piotruś bardzo lubił ciocię Monikę mieszkającą w Lublinie.
 Była przyjaciółką jego mamy i nawet nie pamięta, w którym momencie stała się jego ciocią. 
Wydawało się Piotrusiowi, że było tak od zawsze.
Spotykali się bardzo rzadko, bo z Mysłowic do Lublina jest jak wiadomo bardzo daleko.
Czasem synowie cioci Moniki - Michał i Miłosz przyjeżdżali na parę dni do domu Piotrusia, żeby odetchnąć świeżym powietrzem.
 Dom  w którym mieszkał Piotruś z rodzicami i babcią stał blisko lasu i chłopcy lubili w nim odpoczywać od zgiełku wielkiego miasta.
Czasami ciocia Monika także przyjeżdżała z nimi, wujek Marcin rzadziej, ponieważ był bardzo zapracowany.
Pewnego dnia w drugim tygodniu zimowych ferii mama oznajmiła, że  bardzo już stęskniła się za ciocią.
- Jak myslisz Piotrusiu, czy Mikuś da radę z nami pojechać do Lublina?
Myślę, że moglibyśmy we troje pojechać tam na parę dni. Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, ale innego wyjścia nie mamy.
Nie możemy zostawić go na głowie babci, a tata do późna pracuje.
- Tak tak , hurra!!! wykrzyknął Piotruś i od razu zaczęli z Mikusiem z radości tarzać się po dywanie. 
Ten drugi nie bardzo wiedział z czego się cieszy, ale i tak cieszył się jak szalony. Mama musiała ich w końcu uspokoić, bo zrobiło się zbyt głośno.
- Bierzesz na siebie odpowiedzialność opieki nad Mikusiem w pociągu? U cioci także, bo jeśli Mattie go nie zaakceptuje, to trzeba będzie ich izolować.
Piotrek skinął głową. Wiedział, że Mattie jest spokojną, opanowaną i przyjaźnie nastawioną do życia suczką i był dziwnie spokojny o jej relacje z Mikusiem.
Tego samego dnia mama spakowała torbę, prosząc by Piotruś zapakował rzeczy niezbędne dla pieska do plecaka.
   Nazajutrz rankiem tata zawiózł ich na dworzec do Katowic.
Pomógł wsiąść wszystkim do pociągu i odjechał. 
Mikuś był tak przejęty nowym otoczeniem, że wskoczył Piotrusiowi na kolana i tak przesiedział prawie całą drogę.
- Pies podróżnik -  powiedziała mama z ulgą, widząc że nie zanosi się na rozrabianie. A tego bała się najbardziej.
Czasami kładł głowę Piotrusiowi na kolana i zasypiał na chwilkę, jednak ciekawość tego co dzieje się za oknem zwyciężała.
Podróż minęła szybciej niż się spodziewali. 
Piotruś z lekkim niepokojem wyobrażał sobie spotkanie Mikusia z Mattie i trochę bał się, czy nie będzie musiał całych czterech dni przesiedzieć z nim w zamknięciu w jednym z pokoi cioci.
- Witajcie podróżnicy - wujek Marcin pomagał mamie wydostać torby, Piotrusia i Mikusia z pociągu.
Okazało się, że wzrost wujka jest dokładnie taki, jaki Piotruś zapamiętał. Z ledwością widział wujkową twarz ze swojego poziomu. Taki był wysoki.
- Monika w pracy, ale zaraz wróci. Ja zawiozę was do domu, zjemy obiad i poczekamy. Niedługo powinna wrócić.
Przed domem czekał już na nich Miłosz trzymając Mattie na smyczy. Chciał, by pieski poznały się na neutralnym terenie.
Kiedy Mattie - trzy razy większa od Mikusia zobaczyła pieska, jej ogon tak zaczął szybko merdać, jakby chciał ją unieść w górę - niczym śmigło helikoptera.
Reakcja Mikusia była podobna. Już było wiadomo, że pieski polubiły  się od pierwszego wejrzenia. 
Nic dziwnego, przecież wszyscy byli prawie rodziną, może nie taką z więzów krwi, ale zrodzoną z przyjaźni i miłości.
Mama Piotrusia z wujkiem poszli do domu i zabrali bagaże, a Piotrek z Miłoszem i pieskami poszli od razu na wspólny spacer do " wąwozu"
- To takie miejsce gdzie pieski mogą się wybiegać - wyjaśnił Miłosz.
Mattie nie spuszczała Mikusia z oczu, gdy ten się zatrzymał by obwąchać dokładnie nowy teren, ona zatrzymywała się również i nie wykonywała żadnego ruchu, czekając cierpliwie.
- Nie liczyłem, że ona tak zareaguje - śmiał się Miłosz.
Piotruś za Miłoszem wręcz przepadał. Mogli godzinami rozmawiać przez telefon o klockach, przeczytanych książkach i swoich zainteresowaniach.
Miłosz był starszy, ale nigdy nie dał tego Piotrusiowi odczuć, zawsze traktował go poważnie - jak traktuje się przyjaciela. 
Miał mnóstwo pomysłów i zawsze potrafił wymyślać ciekawe zabawy.
- Jak myślisz Miłosz - zapytał Piotruś - czy pieski pozwolą nam pobawić się twoimi nowymi klockami?- nie mógł się już doczekać chwili, kiedy zobaczy nowe klocki Miłosza - jego urodzinowy prezent, który widział tylko na zdjęciach.
- Damy radę - spokojnie odparł Miłek, jak zwykle pogodnie nastawiony do życia.
Po spacerze chłopcy wrócili do domu. Ciocia Monika już na nich czekała i serdecznie uściskała Piotrusia.
Nie mieli jednak zbyt wiele czasu na powitanie, bo wujek powiedział - spójrzcie - i wszystkie oczy skierowały się w stronę piesków.
To co zrobiła Mattie, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Złapała Mikusia zębami delikatnie za kark, podniosła i położyła do swojego posłanka, sama zaś położyła się obok na podłodze wpatrując się w niego jak  zaczarowana. 
Mikuś był nieźle przestraszony, bo nie wiedział co się dzieje. Poźniej Mattie wstała i zaczęła zbierać wszystkie pluszowe  zabawki, porozrzucane po mieszkaniu. Przynosiła je Mikusiowi, jakby chciała powiedzieć " prosze możesz się pobawić".
- Wreszcie przestanę potykać się o ten jej bałagan, Mattie robi porządki - ze śmiechem powiedział wujek Marcin.
- To nie porządki, to gościnność - wtrąciła ciocia.
- Mattie potraktowała Mikusia jak swoje dziecko - z pokoju wyglądnął Michał, starszy brat Miłosza - który tam ćwiczył grę na gitarze.
- A może w końcu zajęlibyśmy się sobą, skoro wśród piesków zapanowała taka sielska atmosfera? Tych dwoje mamy juz z głowy- powiedziała ciocia i poszła do kuchni zająć się parzeniem kawy.
Piotruś był szczęśliwy, że może w spokoju pobawić się z Miłoszem, bo nic nie wskazywało na to by pieski miały im w tej zabawie przeszkadzać. 
Mattie właśnie zaczęła wylizywać Mikusiowi łapki, żeby umyć mu je po spacerze.
Tak Mikuś poznał pierwszą prawdziwą przyjaciółkę. 
Pieski oprócz ludzi, potrzebują też prawdziwych- takich psich - przyjaciół.
Teraz już było wiadomo, że Mikuś kiedy wróci do domu - także będzie tęsknił za Lublinem.

Mały Teodor



12 komentarzy:

  1. Śliczna, pełna ciepła opowieść o przyjaźni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się Tobie spodobało :)

      Usuń
  2. Widzę, że Mikuś zawojował serca przyjaciół z Lublina i na odwrót, ale i wśród zwierząt zdarzają się przyjaźnie i niesamowite zdarzenia...
    Ciepłe opowiadanie na zimowy dzień, dziś wstajemy, a za oknem zima!!!!
    Buziaki Gabrysiu, niechaj wena Cię nie opuszcza:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też taka zima nie zima - nie wiadomo co... To Asiu takie moje wyobrażenie idealnej sytuacji spotkania Teodora z Mattie :)

      Usuń
  3. Pięknie! Ciepła i pozytywna opowieść coś co na prawdę wzrusza!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne opowiadanie.Szkoda ,że moja psica Bela nie może się tak polubić z przygarniętą mała sunią Perełką.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa tylko w bajkach?.. w naszym foksikowym klubie o którym kiedyś pisałam też przyjaźnie były raczej fikcyjne. Bo na żywo - wcale i nie koniecznie :) Ale pomarzyć można...

      Usuń
  5. Wspaniałe, ciepłe opowiadanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, myślę że książka będzie cieszyła się nie mniejszym powodzeniem

      Usuń
  6. Niby tak cichutko ciocia Gabrysia siedzi sobie w kąciku, a tak dużo zauważa :) Całą naszą rodzinę uchwyciłaś dokładnie tak, jak na co dzień funkcjonujemy. Dobrze, że ciocia Monika zdążyła wrócić z pracy przed wyjazdem Piotrusia ;) A Mattie jak zwykle pokazała się od najlepszej strony - ale ona właśnie taka jest, prawda? Myślę, że Teodora też by zaakceptowała, no, może nie we własnym kojcu, ale w domu...
    Ta książeczka na pewno przypadnie dzieciom do serca, bo i pisana jest sercem.
    Cała rodzinka Oleksów pozdrawia Ciocię Gabrysię :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto z kim przestaje... ten uczy się obserwować :) Dziękuję za pozdrowienia kochani i mam nadzieję, że dobrze się poczuliście jako bohaterowie opowiadania ;) buziaki

      Usuń