poniedziałek, 29 stycznia 2018

Sukienka


Kochani

W koło tylko słychać, że ponuro, brak słońca, brak powodu do uśmiechu itp... wiec postanowiłam sprawić byście się troszkę uśmiechnęli i rozbawili.
Pamiętacie bohatera mojej najnowszej książeczki - pieska Mikusia?
Jak wiecie, książeczka ta bije rekordy popularności wśród dzieci i postanowiłam zacząć opisywać dalsze przygody naszego małego rozrabiaki.
Większość przygód z "Lekcji przyjaźni", oparta jest na faktach autentycznych, więc w drugiej części będzie podobnie.
Poznajcie Sue 



To ona, a raczej jej "wybryk" stał się inspiracją do napisania jednego z rozdziałów kolejnej części.
Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Sukienka

        Babcia Pawełka, bardzo lubiła robić na drutach.
Jak tylko kończyło się lato i wieczory robiły się coraz dłuższe, a prac w ogrodzie ubywało, babcia wyjmowała z wielkiego wiklinowego kosza kolorowe włóczki , druty i rozpoczynała sezon robótek ręcznych.
Paweł miał już zrobiona przez babcię piękną czapkę z pomponem i szalik, mama turkusowy sweterek, a tata ciepłe skarpety.
Okazało się, że podobną pasję miała też pani Ania – sąsiadka.
 Czasami panie spotykały się w domu pani Ani, lub w domu Pawełka i  pijąc herbatkę, oraz rozmawiając, każda z nich  tworzyła swoje dzieło.
Pani Ania bardzo często dostawała piękne, kolorowe włóczki od swojej córki, mieszkającej w Anglii.
W końcu babcia Pawełka pozazdrościła jej takich niespotykanych kolorów  i złożyła także zamówienie. W kolejnej przesyłce z Anglii, miał się znaleźć zamówiony przez babcię komplet włóczek.
Mama Pawełka już się cieszyła, ponieważ wiedziała, że będą przeznaczone na sukienkę dla niej i nie mogła już się doczekać. Była też ciekawa, jakie też babcia zamówiła kolory.
W końcu nastąpił  długo oczekiwany dzień. Kurier przyniósł pod drzwi pani Ani przesyłkę.
Zadzwonił telefon.
- Marto - babcia Pawełka tak bowiem miała na imię – kochana, włóczka już jest i musimy ją posegregować. Może wpadłabyś do mnie, bo ja  sama pogubiłam się  w tym wszystkim. Tylko zabierz mojego ulubieńca, dawno go nie widziałam.
Pani Ania od historii ze złamaną nogą, wprost przepadała za Mikusiem i miał on u niej specjalne względy.
Babcia ochoczo założyła płaszcz, zimowe buty i zapięła Mikusiowi smycz.
- Ach najważniejsze -  portfel, przecież musze za włóczki zapłacić - pomyślała, zabrała portfel i wyszli z domu.
Zamknęła drzwi na klucz, bo nikogo oprócz niej i Mikusia w domu nie było. Pawełek był w szkole, a rodzice Pawełka w pracy.
- Chodźcie kochani, herbatka już się parzy, a dla ciebie łobuziaku mam przysmaki prosto z Anglii  - pani Ania wysypała do miseczki jakieś angielskie psie przysmaki.
Mikuś nie rozróżniał skąd one są i szczerze mówiąc, było mu to zupełnie obojętne. Pachniały bosko, więc nie było na co czekać i piesek od razu  przystąpił do degustacji. Babcia od razu spojrzała na rachunek i  policzyła, że za całe jej zakupy musi zapłacić około osiemdziesiąt złotych.
- Aniu mam całą stówkę, bo nie miałam gdzie rozmienić - i położyła banknot na stole
          Potem panie długo podziwiały piękne kolory włóczek i rozdzielały je między sobą.
Mikuś zajęty przysmakami zdawał się być najszczęśliwszym psem pod słońcem.
Pani Ania pokazała też  babci nowe zasłony w kuchni, które sama uszyła sobie na maszynie.
     Na miłej pogawędce szybko upłynął im czas i  trochę znudzony, lecz ciągle jeszcze żujący  Mikuś, dawał dyskretne znaki, że czas wizyty powinien dobiegać końca.
    Babcia w końcu spakowała swoje włóczki do torby, którą w tym celu zabrała i chciała już wychodzić.
Pani Ania tymczasem wyszła do drugiego pokoju po pieniądze, aby wydać babci resztę.
Obie spojrzały nagle na stolik, a potem wzajemnie na siebie.
Na stoliku  stuzłotowego banknotu nie było.
- Aniu kochana, przecież ja go tu położyłam - babcia zajrzała do portfela, który był pusty. Zajrzała tak na wszelki wypadek, bo zaczęła podejrzewać siebie o słaba pamięć, ale jak się okazało z jej pamięcią było wszystko w porządku.
- Marta, ja go jeszcze  nie zabierałam - pani Ania także zajrzała do portfela, żeby sprawdzić, czy czasem ona o czymś nie zapomniała.
       Tymczasem Mikuś z wielkim zainteresowaniem oglądał tapetę w kwiaty na ścianie pokoju pani Ani, a jego szczęka ciągle pracowała, jakby nie potrafiła się z czymś uporać.
Obie panie jednocześnie spojrzały na siebie, a później pochyliły się nad pieskiem.
Babcia złapała kawałek czegoś, co wystawało z jego ciągle pracującej  szczęki i aż jęknęła.
 Był to dobrze już przeżuty fragment stuzłotowego banknotu.
- Mikuś! Coś ty zrobił? – babcia była bliska płaczu, a pani Ania aż usiadła w fotelu.
- Ty wiesz ile to jest pieniędzy? Czym ja teraz zapłacę za włóczkę ?
- Marta, nie martw się, to jest także moja wina – wtrąciła pani Ania widząc, że babcia jest bliska płaczu - Gdybym nie zabrała cię do kuchni, to łobuz nie miał by okazji na tak drogi poczęstunek. To ja mu psie ciasteczka z Anglii sprowadzam, a on się tak odwdzięcza? – spojrzała groźnie w stronę psa, ale ten miał taka minę, że w końcu obie parsknęły śmiechem.
  Mikusia  bowiem,  coraz bardziej interesowały  różyczki na tapecie  i udawał, że cała sprawa jego kompletnie nie dotyczy.
- Martusiu, nic się nie martw pokryjemy stratę po połowie i tak córka przyjedzie dopiero na Wielkanoc. Damy radę.
 Pani Ania pogłaskała zmartwioną babcię po plecach.
- Przecież nie będziemy się na niego gniewały, oby tylko mu nie zaszkodziło. Zadzwoń do mnie jutro i powiedz czy nasz bohater jest zdrów, obiecujesz?
- Obiecuję – zrezygnowana babcia zapięła pieskowi smycz i wyruszyli w drogę powrotną do domu.
      Postanowiła nikomu z domowników nie opowiadać tej historii, bo pewnie by się tylko zdenerwowali, a ona Mikusiowi już wybaczyła i obiecała sobie , że będzie bardziej ostrożna.
- Znów jestem bogatsza o nowe doświadczenie, a ty draniu – spojrzała z uśmiechem na pieska – o całe sto złotych.
       Mama Pawełka pewnie nigdy nie dowie się, jak droga była jej sukienka.
A to oryginalny banknot ( rzecz działa się w Niemczech)






piątek, 19 stycznia 2018

Miłość dojrzała

Miłość dojrzała 
nigdy nie oszukiwała 
nie skakała jak 
kolorowy pajac na jednej 
nodze 
by przyciągnąć uwagę 
widza
Miłość dojrzała 
nigdy nie kłamała 
by potem chować ze wstydu 
głowę w piasek 
Miłość dojrzała 
cichutko trwała 
w oczekiwaniu na swoje 
pięć minut  
A potem już nie chcesz
 niczego innego
Bo jest spokój 
i drożdżowa babka na stole 
Ja właśnie taką miłość 

wolę 

czwartek, 11 stycznia 2018

Kruchość doskonała

Perfekcyjnie dopracowana
kruchość 
ludzkiego żywota
dopadła mnie
 w samym środku 
zabieganej zimy
Można...
Rano się nie obudzić
Nie dojść do krawężnika
po drugiej stronie przejścia
dla pieszych
Można
zdania nie skończyć…
I tylko zdziwione 
otwarte usta
zostają
 To naprawdę możliwe

sobota, 6 stycznia 2018

Refleksje po pewnej wizycie , oraz autopromocja :)

Jak zwyczaj stary nakazuje, mieliśmy niedawno pewną "wizytę".
Nie byłoby w tym nic szczególnego, bo takie "wizyty" znam od dziecka ale...
Pomijam fakt, że wizyta trwała CAŁE pięć minut, to czasie jej trwania otrzymałam parę małych aczkolwiek bardzo ostrych słownych szpil -  ja -  i co gorsze mój mąż.
Dlaczego? Ano dlatego, że zamiast inwestować w bardziej "konkretne cele", inwestuję w wydawanie książek dla dzieci czyli cytując "produkuję się".
A mój mąż "biedaczysko" do tego "produkowania" musi ciagle dokładać...
( Czy jest jakiś bardziej konkretny cel od inwestowania w twórczość dla dzieci?...)
A na stole leżała niczemu niewinna pusta kartoteka.
( Czy Wy idąc z wizytą też kładziecie na stół kartotekę z zasługami swoich przyjaciół? )
Ja niczego nieświadoma, myślałam że ona tak sobie leży by przypominać gościowi - jak się nazywamy, a tu nic bardziej mylnego. O tym dowiedziałam się później - zamiast pełnej kartoteki "wiadomych zasług" mam pełną ścianę podziękowań, a to musiało zaboleć.
To tylko część z nich

I nie wiem, czy te szpile to tak z głębi serca, czy dzięki " życzliwym informatorom ", takim co to " z troski..."
Efekt był taki, że do dnia następnego byłam oszołomiona i trwałam z opadniętą szczęką.

Było mi po prostu przykro.
Na szczęście dobrych ludzi nie brakuje i w końcu się ocknęłam.

W efekcie ja - jak to ja w myśl zasady "nu pagadij", siadłam do komputera i w ciagu dwóch dni zapełniłam kalendarz na całe dwa miesiące, dzięki temu odbędziemy z moim " pokrzywdzonym" mężem parę przyjemnych wycieczek z noclegami włącznie.

Plan na styczeń wygląda tak:
10.01  SP nr 1 w Wiśle
16,01 SP w Imielinie
17.02 SP w Imielinie
18.01 SP Jezuitów w Mysłowicach
23.01 SP nr 51 Katowice
26.01 SP  Mysłowice Dziećkowice

I teraz druga część posta, ta o autopromocji:)
Kochani
Dzięki Joasi - Jotce miałam kiedyś przyjemność zostać przyjaciółką Szkolnych Bibliotek Online
i właśnie dzisiaj przy święcie ( może to znak)
ukazał się na stronie wpis promujący moją pasję i działalność

Prośba jest następująca 
Wiecie, że ja wszędzie chętnie i zawsze, a mój mąż tylko czeka na znak, bo wszystkie miejsca oprócz wielkich miast ( ich nie lubi) odwiedzamy razem.
Myślę, że każdy z Was ma w swoim otoczeniu kogoś kto ma kontakty ze szkołą, więc wystarczy przesłać link
a może wtedy będzie okazja się spotkać?
A o tym, że za rok ściana będzie jeszcze bardziej zapełniona ( w przeciwieństwie do kartoteki) nie wspomnę :)

Z góry dziękuję 



poniedziałek, 1 stycznia 2018

Nowe


Żłobek w panewnickiej Bazylice


Niechaj wszystko nowym
 się stanie
tak na zawołanie
Jak  wskazówka zegara 
od północy
nowe koła toczy
Jak data w kalendarzu
 nowym
bajecznie kolorowym
Jak szczere  postanowienia
na Nowy Rok do wypełnienia
Stać się człowiekiem
nowym 
kochać, przebaczać 
i ufać 
gotowym...



Tytuł ma także znaczenie symboliczne, ponieważ wszystko co zostało napisane od momentu wydania drugiego mojego tomiku wierszy " Uśmiech codzienności", do końca minionego roku, zostało wysłane i już niedługo ukaże się... Ale to na razie niespodzianka ;)