sobota, 6 stycznia 2018

Refleksje po pewnej wizycie , oraz autopromocja :)

Jak zwyczaj stary nakazuje, mieliśmy niedawno pewną "wizytę".
Nie byłoby w tym nic szczególnego, bo takie "wizyty" znam od dziecka ale...
Pomijam fakt, że wizyta trwała CAŁE pięć minut, to czasie jej trwania otrzymałam parę małych aczkolwiek bardzo ostrych słownych szpil -  ja -  i co gorsze mój mąż.
Dlaczego? Ano dlatego, że zamiast inwestować w bardziej "konkretne cele", inwestuję w wydawanie książek dla dzieci czyli cytując "produkuję się".
A mój mąż "biedaczysko" do tego "produkowania" musi ciagle dokładać...
( Czy jest jakiś bardziej konkretny cel od inwestowania w twórczość dla dzieci?...)
A na stole leżała niczemu niewinna pusta kartoteka.
( Czy Wy idąc z wizytą też kładziecie na stół kartotekę z zasługami swoich przyjaciół? )
Ja niczego nieświadoma, myślałam że ona tak sobie leży by przypominać gościowi - jak się nazywamy, a tu nic bardziej mylnego. O tym dowiedziałam się później - zamiast pełnej kartoteki "wiadomych zasług" mam pełną ścianę podziękowań, a to musiało zaboleć.
To tylko część z nich

I nie wiem, czy te szpile to tak z głębi serca, czy dzięki " życzliwym informatorom ", takim co to " z troski..."
Efekt był taki, że do dnia następnego byłam oszołomiona i trwałam z opadniętą szczęką.

Było mi po prostu przykro.
Na szczęście dobrych ludzi nie brakuje i w końcu się ocknęłam.

W efekcie ja - jak to ja w myśl zasady "nu pagadij", siadłam do komputera i w ciagu dwóch dni zapełniłam kalendarz na całe dwa miesiące, dzięki temu odbędziemy z moim " pokrzywdzonym" mężem parę przyjemnych wycieczek z noclegami włącznie.

Plan na styczeń wygląda tak:
10.01  SP nr 1 w Wiśle
16,01 SP w Imielinie
17.02 SP w Imielinie
18.01 SP Jezuitów w Mysłowicach
23.01 SP nr 51 Katowice
26.01 SP  Mysłowice Dziećkowice

I teraz druga część posta, ta o autopromocji:)
Kochani
Dzięki Joasi - Jotce miałam kiedyś przyjemność zostać przyjaciółką Szkolnych Bibliotek Online
i właśnie dzisiaj przy święcie ( może to znak)
ukazał się na stronie wpis promujący moją pasję i działalność

Prośba jest następująca 
Wiecie, że ja wszędzie chętnie i zawsze, a mój mąż tylko czeka na znak, bo wszystkie miejsca oprócz wielkich miast ( ich nie lubi) odwiedzamy razem.
Myślę, że każdy z Was ma w swoim otoczeniu kogoś kto ma kontakty ze szkołą, więc wystarczy przesłać link
a może wtedy będzie okazja się spotkać?
A o tym, że za rok ściana będzie jeszcze bardziej zapełniona ( w przeciwieństwie do kartoteki) nie wspomnę :)

Z góry dziękuję 



33 komentarze:

  1. Gabrysiu....rozumiem ,że trudno nad taką "wizytą" przejść do porządku. Jednak ważniejsze jest to dla kogo się starasz ,komu chcesz zrobić przyjemność,jak czujesz sercem.A ,że serce masz "Anielskie" to jest oczywiste. Ten kto zupełnie inaczej odbiera to co robisz i jaki masz cel....wiesz tyle ludzi błądzi.Ode mnie szczera rada- Rób to i tak jak Ci w duszy i sercu gra....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko Ty potrafisz jednak człowieka podnieść na duchu 😍 dziękuję z Twoje słowa tu i na fb 😘😘😘

      Usuń
  2. To, co robisz dla dzieci jest piękne. Rób to dalej i nie przejmuj się kochana.😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko ja się nie przejmuję, jak widać - tylko nie rozumiem. Przed rokiem było zupełnie inaczej a odwiedzający zawsze ten sam( taki urok małej miejscowości ) Przykro Agnieszko i tyle. Pewnie przyszłym roku będę wracała tak samo wolno jak Jotka z pracy 😂 - z jakiegoś spotkania

      Usuń
  3. Znam ten ból. Ja podziwiam to, co robisz i jak to robisz. Ty i mąż robicie coś wspaniałego dla dzieci, dla naszej przyszłości! Całym sercem podziwiam, a opinia tej osoby jest nic niewarta. Oby jak najwięcej takich ludzi jak WY. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to że mnie wspiera i moja pasje, to tylko dobrze o nim świadczy prawda? A ja odebrałam ten przytyk jakby chciał go zbuntować. Na szczęście nie damy się oboje i mamy nauczkę .

      Usuń
  4. Taka wizyta czeka nas w poniedziałek, ale mam zamiar bardzo długo wracać do domu...
    Poznałam Bogdana osobiście, ma swoje pasje i bziki i na pokrzywdzonego nie wygląda, wręcz przeciwnie.
    Jak powiedział Młynarski - róbmy swoje a zazdrośnikom niech wyrosną włosy w uszach...
    Widząc już ten fragment kalendarza powiem za Owsiakiem- oj, będzie się działo!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście za rok będę mądrzejsza i tez będę długo wracała ... powiedzmy z jakiegoś spotkania 😀 No tak a jeszcze oprócz pamiątkowych podziękowań na ścianie - na biblioteczce kolekcja serduszek 😏

      Usuń
  5. Odkąd mieszkamy na wsi przyjęliśmy z męzem tylko jedną taką wizytę i wystarczy. Po oo sie samobiczować? Po co pozwalać na to innym? I chociaż jesteśmy pewnie na wsi jedyni, którzy nie wpuszczamy tych wizytujacych, to nie odczuwamy z tego powodu jakiegos ostracyzmu.
    Co do autopromocji, to chętnie bym poszła na Twój wieczór autorski, ale zupełnie nie mam żadnych znajomosci szkolnych w moich stronach. Znamy w zasadzie tylko emerytów i bezdzietnych osiedleńców!:-)
    Fajnie, że jeździcie wszędzie z męzem razem! Najważniejsze jest chyba właśnie to "razem"!:-))
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Gabrysiu!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniała Jotka, mój mąż ma swoje "bziki i pasje" i ja je popieram, pomagam mu w nich się rozwijać i z wzajemnością i nie rozumiem, jak ktoś z zewnątrz może coś takiego powiedzieć. Olgo, czterdzieści lat mieszkałam w mieście i nikt nigdy nie patrzył na mnie przez pryzmat kartoteki... Co kraj to obyczaj... pozdrawiam serdecznie. Wieczór autorski dla emerytów i bezdzietnych osiedleńców też możemy zorganizować, a już niedługo będzie ku temu okazja ale cicho...sza ;)

      Usuń
  6. Takie "wizyty" powodują u mnie lekkie zażenowanie, ale nie mogę póki co zostawić zamkniętych drzwi, chociaż czasem bardzo bym chciała. Cieszę się, że kąśliwe uwagi puściłaś mimo uszu. Nie warto.
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Agnieszko 😘 w sumie masz racje - puścić mimo uszu udało mi sie następnego dnia 😊 bo ja tak jak mi Grażynka napisała , czasem zbyt emocjonalnie do wszystkiego podchodzę. Ale gdyby było inaczej to nie byłoby wierszy prawda? Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Gabrysiu, ja już dawno mam w nosie te "wizyty", zresztą w ubiegłym roku i w tym także u nas się nie odbędą. Bo szkoda nawet tych 5 minut. Przez naprawdę wiele lat tych wizyt ANI RAZU gość nie zapytał co u nas, jak sobie radzimy, czy wszyscy zdrowi. Więc czym się tu przejmować? Robicie wspaniałe rzeczy i to się liczy a jeśli gościowi nie starcza empatii i inteligencji żeby to dostrzec to... gościa strata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co mi teraz uświadomiłaś Iwonko? Dlaczego w tej kartotece nie było napisane , że mój mąż rok temu miał robiony zabieg kardiologiczny. Mógł nie pamiętać ale dzięki temu zapytałby , jak się czuje prawda? Ale nie... kartoteka to tylko finanse i tak się człowieka traktuje jak na to zasłuży 😏

      Usuń
  8. A wiesz, taka jestem głupia, że zastanawiałam się, co to za wizyta? Dopiero po jakimś czasie zrobiło mi w glowie Klik. Szkoda, że Wasz gośc był taki niemiły. U nas jest bardzo sympatycznie, w tym roku nawet dałam autograf, bo gość wiedział, że piszę i kupił sobie moją książkę. I mogłam wyżalić się, opowiedziałam co stało się z moją mamą. Ludzie i ludziska,goście są różni, a Ty sie nie przejmuj wcale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz Agnieszko "kupił", "autograf"...jak to brzmi :) A ja w ubiegłym roku pokazałam książeczki dla dzieci dwie, które wtedy były wydane to było " czy mogę sobie je zabrać? "
      Bo jak wiadomo powszechnie, one mi spadają z nieba całkiem za darmo :)))))
      znasz ten kawał jak do drzwi św Piotra zapukał ksiądz i kierowca autobusu? Kierowcę wpuścili a księdza nie. Na pytanie dlaczego - św. Piotr powiedział " Jak mówiłeś kazanie to wszyscy spali, a jak kierowca prowadził , to wszyscy się modlili" ;)

      Usuń
    2. Znam, znam, oczywiście:) Gwoli uzupełnienia, przedtem mieliśmy zupełnie innego, bardzo "kartotekowego" gościa. I to właśnie jest straszne, że tacy kartotekowi niszczą dobre imie innych, wartościowych gości, że pozostane przy tym nazewnictwie. NIe przejmuj się, pisz, czyń dobro i dawaj dzieciom radość. A jak dzieciom dajesz radość, to Pan Bóg się bardzo cieszy.

      Usuń
    3. Dziękuję Agnieszko - taką mam właśnie nadzieję :)

      Usuń
  9. To przykre,wielka szkoda, że trafiliscie na takiego duszpasterza, ja na szczęście mam bardzo miłych księży. Nie trzeba zwracać uwagi na niemądre słowa takich osob☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki urok miejsca w którym mieszka osiemset owieczek i jeden pasterz Natalio 😊

      Usuń
  10. Taki gość jak Twój pewnie niechętnym wzrokiem patrzy na kobiety, które robią coś więcej poza zajmowaniem się rodziną i domem, stąd te uszczypliwości. Wiesz, co oni myślą o kobietach. U nas w tym roku chodził na początku grudnia. Zawsze wpuszczałam, bo mąż chciał, ale w tym roku nie wpuściłam, zupełnie nas zaskoczył, wprost uwierzyć nie mogłam, że tak szybko się wyrwał do zbierania pieniędzy. Bo nie oszukujmy się wszyscy, tylko o to w tym chodzi :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mieć nadzieję , że przeznaczając pięć minut na - szumnie nazwane „odwiedziny” chodzi o coś innego prawda? Ja też już nie mam złudzeń Gaju

      Usuń
  11. Ciśnie mi się na usta parę brzydkich słów w stosunku do tego osobnika, co tak go ściska. Masz duże zasługi dla swojej rodziny i dla dzieci i tym się ciesz, Gabrysiu. Bo to dla Ciebie jest ważne przecież, żeby robić to, co lubisz, co kochasz. Listę zasług sobie wymyślił, phhh. Chociaż słyszałam o lepszym przypadku, co to zapisywał ile kto forsy daje i jeszcze wyczytywał kwoty publicznie. Takich to się powinno... nawet nie dokończę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leno a jak myślisz o jakie zasługi chodzi w kartotece ? 😏 to była przenośnia do kwot, które czyta się z kartoteki jeśli tam istnieją , a jeśli nie istnieją to tak właśnie wizyta wyglada 😊

      Usuń
  12. To aż niewiarygodne, ale i smutne, że duchowny z duchowością nie wiele ma wspólnego. Te uwagi to pewnie dlatego, że jesteś kobietą i jeszcze nie popierasz politycznie tych, co trzeba. Wyobrażam sobie jak musiało Cię zaszokować i zaboleć... Absolutnie nie przejmuj się, jak widać "gość" jest na innym poziomie rozwoju i nawet nie rozumie tego, co robisz. Pisz i ciesz się razem z dziećmi, bo one są największą nagrodą Twojej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też robię Mario :) dziękuję za wsparcie :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. Mam podobne doświadczenia z tymi "wizytami" jak Iwona Kmita. Ani razu ksiądz nie zapytał : jak sobie radzimy? czy nam czegoś nie brakuje ? A gdy w nowym miejscu pierwszy raz gościliśmy księdza to gdy ja chciałam coś o nas powiedzieć, o naszej rodzinie, ksiądz zmienił temat i zakończył wizytę. Po prostu nie chciał słuchać. Nie lubię tych wizyt !
    A na to Twoje spotkanie autorskie dla emerytów i blogerów to ja już dziś się zapisuję !!!
    Pozdrawiam serdecznie Gabrysiu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dobrze Uleńko - będę pamiętała, że zapisałaś się na spotkanie. Ja już ochłonęłam po tej wizycie, dziś wróciliśmy z Wisły miałam tam cudne spotkania z dziećmi i przy okazji wspólny nasz dwudniowy wyjazd. Pogoda była tak piękna jakby to kwiecień był a nie styczeń. Nie ma chyba sensu marnować życia na przejmowanie się drobiazgami. Buziaki

      Usuń
  14. Przeczytałam powyższe komentarze i tak sobie myślę, że jestem wielką szczęściarą, i w starym miejscu zamieszkania i w nowym, wizyty są bardzo sympatyczne. No cóż, jak to w życiu Gabrysiu, pisarki i poetki też bywają różne i skupione tylko na sobie. Przecież ten "gość" to zwykły człowiek, może egoista, może materialista, niczym nie różni się od nas. Myślę, że w blogowym świecie tego nie widać, ale myślę, że wszyscy mamy wady. Tacy jesteśmy, zwyczajnie słabi. I jak tak sobie ponarzekamy wirtualnie, to się lepiej czujemy;))) Bo nagle okazuje się, że większość ma podobne doświadczenia.
    Dobrego czasu Gabrysiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Moniu, czasem po prostu człowiek ma taką potrzebę, żeby coś z siebie wyrzucić , może potrzebuje wsparcia i słów , które przywrócą mu wiarę w siebie, że to co robi ma sens... tak przynajmniej było ze mną. Oczywiście każdy jest tylko człowiekiem, ale była zszokowana, ponieważ ciągle chodzi ta sama osoba ( od ok. 20 tu lat) - i wydaje mi się, że rozmowa nie powinna polegać na wbijaniu słownych szpilek , szczególnie że w innych latach było zupełnie inaczej. Pozdrawiam ciepło Moniu

      Usuń
  15. Jesteś nie tylko pracowita i utalentowana, ale w dodatku dobrze wychowana i to Cię gubi w kontaktach z bęcwałami. Ja od dawna nie wpuszczam wizytatorów, miałam też różne doświadczenia i wystarczy. Jestem asertywna i jak ktoś wchodzi do mojego domu, to wymagam od niego przyzwoitego zachowania. Jeśli wizytator był nadętym pacanem, to go traktowałam grzecznie, ale z góry i zaraz mu się odechciewało. Temu Twojemu na następny rok to bym też przygotowała kartotekę. Ciekawe, co by tam było po stronie zasług... I oczywiście powieś wszystkie możliwe dyplomy i podziękowania, bo masz prawo być z tego dumna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry pomysł z tą kartoteką ale się uśmiałam . Mogę napisać w niej kto mi pomógł w organizacji spotkan , w promocji książeczek i w spłaceniu ogromnej faktury za dodruk tych, które się już pokończyły . 😂 wiesz ze to nie jest wykluczone ? Ja nie byłam przygotowana poprostu na takie potraktowanie. Teraz dokładnie temat przemyśle . Ściskam serdecznie Małgosiu

      Usuń