czwartek, 7 czerwca 2018

Fryzjer

Przedstawiam Wam już prawie wakacyjną, kolejną  przygodę naszego ulubieńca Mikusia. 
Podczas wakacji, ruszają prace nad wydaniem kolejnej części książeczki o przygodach pieska, ponieważ pobiła ona wszelkie rekordy popularności wśród małych i nie tylko - czytelników.
Mam już prawie komplet ilustracji wykonanych przez dzieci, a ten rozdział to niespodzianka na jutrzejszą Noc Bibliotek


W tym miejscu Teodor robi się na bóstwo
    
salon "Hultaj"



    
Pawełek nie miał już zbyt wiele prac domowych, ponieważ rok szkolny
dobiegał  końca. Bawił się  na dywanie z Mikusiem w jego ulubioną zabawę, czyli w turlanie.
Tata oglądał coś w telewizji, mama karmiła Marysię, a babcia rozwiązywała krzyżówki.
Wszyscy byli zmęczeni upalnym czerwcowym dniem i w salonie panowała cisza.
Czasem tylko Mikuś szczekał, kiedy Pawełek zbyt długo nie częstował go jego ulubionym psim ciasteczkiem w nagrodę za dobrze wykonany przewrót przez swój grzbiet.
- Ciekawe czy wiecie, bo ja wiem, ale nie powiem – pierwsza przerwała ciszę babcia. Podnosząc wzrok znad gazety z krzyżówkami.
- Psi fryzjer – przeczytała powoli.
- Ale o co chodzi mamo? – zapytał tata Pawełka
- Hasło do krzyżówki – „psi fryzjer” na siedem liter.
- Hmmm , bo ja wiem, zamyślił się tata – pojęcia nie mam.
Tata spojrzał na mamę, ta uniosła ramiona dając znak, że też nie wie,
Pawełek zastygł w bezruchu, bo nie miał pojęcia , że psy mają w ogóle fryzjera.
- Tak myślałam – babcia uśmiechnęła się łobuzersko zadowolona z tego , że udało jej się wszystkich zaskoczyć.
- G R O O M E R- przeliterowała.
- Iwonko, wiedziałaś ? – tata spojrzał na mamę.
- Teraz już wiem – dziękuję mamo, człowiek uczy się całe życie.
- Właśnie, ten pies powinien iść do fryzjera - powiedziała babcia stanowczo, patrząc znad okularów na Mikusia.
- Oj mamo, jeszcze tego brakowało, pies i fryzjer – tata  żartował z pomysłu babci.
- Krzysiu, przecież to jest foksterier tak? Foksterier szorstkowłosy tak?
- Tak mamo i?...
- Pogłaszcz go i powiedz czy czujesz jego szorstki włos, bo ja jakoś nie – babcia zdawała się być pewna tego co mówi. Pawełek od razu Mikusia pogłaskał badawczo
– Babcia ma rację, on jest miękki jak baranek.
- I o to chodzi, kochani foksterier powinien być dwa, a nawet trzy razy w roku trymowany – wszyscy teraz patrzeli na babcię z otwartymi ustami.
- Skąd mama to wszystko wie ? – zapytała zdziwiona mama Pawełka.
- Ma się laptopa i czyta się o tym i o owym – babcia zarumieniła się jak mała dziewczynka
– Poza tym pamiętam, kiedyś w sąsiedztwie miałam foksteriera i zawsze dziwiłam się, że on od czasu do czasu wygląda , jakby nagle psa podmieniono. Potem dowiedziałam się, że właśnie wrócił od fryzjera.
- No masz , ale mi teraz głupio Mikusiu – tata wziął pieska na kolana, gdyby nie babcia, to byś stał się barankiem, a  nie eleganckim psem i w dodatku szorstkowłosym.
- Trzeba poszukać w takim razie w okolicy psiego salonu.
- Chyba, że mama już znalazła – tata Pawełka spojrzał badawczo na babcię.
- Nie, teraz dopiero mi ten pomysł do głowy wpadł, przy okazji rozwiązywania krzyżówki.
Potem wszyscy skupili się nad ekranem komputera i szukali psiego salonu. Okazało się, że było ich sporo w okolicy, ale wszystkim zdecydowanie przypadła do gustu nazwa salonu „ Hultaj” i tata miał nazajutrz zamówić dla Mikusia wizytę.
- Wszystko sobie jestem w stanie wyobrazić, ale nie Mikusia siedzącego w fotelu u fryzjera – mówiła mama zamyślona.
- Iwonko, tam jest specjalny stół, a nie fotel – tata ze śmiechu dostał czkawki. Tylko Mikuś nieświadomy niczego, przegryzał swoje ulubione psie ciasteczka.
Z ustaleniem terminu wizyty, nie było łatwo, ponieważ taka praca nad pieskiem trwa parę godzin i trzeba umawiać się z dużym wyprzedzeniem.
W końcu jakoś się udało i wizyta Mikusia w salonie miała odbyć się za dwa tygodnie, akurat w pierwszym tygodniu wakacji.
Dobrze, że się tak stało, ponieważ Pawełek był gotów z powodu tej wizyty opuścić szkołę, nie wyobrażał sobie, że puści przyjaciela samego.
Pani groomerka, powiedziała jednak, że należy pieska zostawić, ona się nim zajmie, a później zatelefonuje i da znać, żeby go odebrać.


Po dwóch tygodniach, nastąpił  dzień, w którym Mikuś miał po raz pierwszy w swoim życiu odwiedzić salon fryzjerski.
Tata przygotował dla Mikusia z tyłu samochodu specjalne miejsce i wraz z Pawełkiem pojechali.
Na miejscu okazało się, że salon był wypełniony pucharami, ponieważ było tam bardzo elegancko i wyjątkowo. Pawełkowi kamień spadł z serca, gdy okazało się jak Mikuś przyjaźnie merdał ogonkiem i wcale się nie bał, a wręcz przeciwnie. Widać było, że to miej bardzo mu się  tam spodobało.
Pani fryzjerka, umówiła się z tatą Pawełka tak, że jak piesek będzie gotów to należy po niego przyjechać. Wcześniej oczywiście da znać.
Chłopcu trochę szkliły się oczy i chciało się płakać, ponieważ nigdy jeszcze nie zostawiał przyjaciela samego na dłużej, ale to miejsce budziło w nim wyjątkowe zaufanie.
Przez cały ten czas, nie mógł znaleźć sobie żadnego zajęcia, bo jego myśli ciągle były tam w salonie razem z pieskiem i ciągle pytał taty, czy może już był telefon. W końcu się doczekał i szybko, znowu razem z tatą  pojechali do salonu.
W salonie okazało się, że Mikusia nigdzie nie ma i wbrew przewidywaniom Pawełka , piesek wcale nie rzucił się w jego ramiona stęskniony. Jakby nigdy nic, bawił się w kąciku gumową świnką – zabawką, która była przeznaczona do piesków odwiedzających to miejsce.
Mikuś był tak zaaferowany piszcząca świnką, że nawet nie zauważył , kiedy Pawełek wraz z tatą po niego przyszli.
Z wielkimi oporami opuszczał wygodne posłanko, w którym tak doskonale się bawił i widać było, że wcale nie chce mu się wracać do domu.
Pawełek z jednej strony się cieszył, że wszystko tak łagodnie przebiegło, a z drugiej strony, czuł w sercu lekkie uczucie zazdrości.

- Babcia miała rację – powiedział tata, wskazując na Mikusia – inny pies, zobacz jaki czysty i elegancki.
- Teraz prosto na wystawę psów - zażartowała pani Ania, groomerka.
- Nie, nie, lepiej nie  – od razu zaprotestował Pawełek, pomyślał, że nie będzie przyjaciela na żadne wystawy woził.
Po długich oporach, tata zapakował pieska do samochodu i wrócił jeszcze, żeby uregulować rachunek.
Pawełek  wychodząc z salonu o mało na nadepnął na… Mikusia, ponieważ ten szybko się wydostał i w mgnieniu oka był z powrotem na posłanku z różową, piszczącą świnką w zębach.
- No nie, Mikuś czy ty tutaj zostajesz?- śmiał się tata i w końcu musiał pieska wziąć na ręce, aby go donieść do samochodu.
Po drodze zatrzymali się przy sklepie zoologicznym i kupili pieskowi nie świnkę, ale piszczącego kurczaka ,żeby mógł dalej w domu się bawić.
     Wyszło na to, że wizyta Mikusia u fryzjera, wcale a wcale nie przysporzyła pieskowi stresu, tylko dobrą zabawę, a po powrocie do domu widać było, że czuje się znacznie lepiej, gdy z jego grzbietu zniknęła spora ilość ciężkiej sierści.
Ożywił się i skakał tak radośnie,  jakby znów był maleńkim szczeniaczkiem.
Odpoczynek Teodora  podczas mycia okien


A to prawdziwy MICK
- przyjaciel Teodora z Berlina
Mikuś z Berlina





piątek, 1 czerwca 2018

Czasem




Czasem 
mogłabym się
położyć na bardzo
 ciepłym piasku
by pozwolić tym
którzy czekają
wiecznie spragnieni
 na moje łzy
pić bez końca
 Aby w końcu sami
mogli powiedzieć
 dość
Ale to 
tylko czasem 
Aż taka dobra
 nie jestem



czwartek, 31 maja 2018

Maj


Znów powoli 
kolejny maj
jak życie
ucieka
by miejsca ustąpić
Coś się kończy
z nadzieją
na czerwcowe 
zauroczenie światem
Bo zawsze
koniec 
musi być początkiem
Inaczej 
bez nadziei
smutnielibyśmy
coraz bardziej



piątek, 25 maja 2018

Słowo




Już Wam nie pokażę
jak się świetnie dogaduję z dzieciaczkami
ani tego jak się dzieci bawią
misiaczkami
Uśmiechniętych też nie zobaczycie dzieci 
na spotkaniu
ani tego jak skupione być potrafią
na czytaniu
Nawet tego nie pokażę
jak marzenia się spełniają
i jak mali czytelnicy 
kwiatuszkami mnie żegnają
Bo jest takie jedno słowo 
co z lodówki wyskakuje
albo z garnka
kiedy obiad się gotuje
Mam wrażenie że i z gorącego piekarnika
razem z ciastem  znów to słowo 
się wymyka
Wszystkie ważne maile pogubiłam
kiedy pocztę dzisiaj rano 
otworzyłam
jedno "słowo" w koło słyszę
jedno "słowo" krzyczy w ciszę
Lecz nie tylko "słowo" dziś przeraża mnie
bo okazało się
 że nie mogę zrobić tego 
czego bardzo chcę



niedziela, 20 maja 2018

Co słychać

Co  słychać u ciebie 
majowym wieczorem?
Tryskasz humorem?
A może nostalgia znów się 
zakradła
w kąciku przysiadła
i nuci cichutko
melodię na znaną 
a zapomnianą już nutkę
Co słychać 
poopowiadaj troszeczkę
a ja tym czasem 
herbatę zaparzę z cukru łyżeczką 
na osłodzenie
na takie majowe 
rozleniwienie
Porozmawiajmy
to takie przyjemne
o sprawach wzniosłych 
i bardziej przyziemnych
Głosu twojego już ton
 zapomniałam
 a może nigdy go nie poznałam?
Co słychać 
to takie proste pytanie
odpowiedz czasem
odpowiedz mi
 na nie…



środa, 16 maja 2018

Laurka dla męża

Życie ma czasem
 niespodziewane dary 
i myślisz że na nie zasługujesz
 ale odrzucić nie wolno
A jeśli darem jest drugi
 człowiek 
tym bardziej 
bo nie wiesz 
czy to on właśnie 
nie stworzy ciebie na nowo 
Spokój pewność 
bezpieczeństwo 
- droższe niż wszystkie 
diamenty świata 
I serce
 którego strzec będę 
póki życia 
Biada temu kto sprawi 
że zabije ono nierówno 
(Teraz już wiem dlaczego 
jestem lwicą)

Niechaj dobre Anioły 
w drugie półwiecze życia 
z troska i miłością 
Ciebie wprowadzą 
a moja wdzięczność
 miłość i  radość 
z bycia razem 
niech będą 
tego dalszego życia 
ozdobą 
To moja niespodzianka urodzinowa i prezent
Wykonanie pani
Jolanta - Tu można zobaczyć prace

sobota, 12 maja 2018

Tydzień Bibliotek - czyli ryba w wodzie :)

Przepraszam za moja nieobecność Kochani, ale ostatni tydzień jak wiecie, był tygodniem bibliotek.
To był jeden z moich piękniejszych tygodni w życiu. 
Marzenia się spełniają - to jest pewne. Nie zaczął się on jakoś wyjątkowo, o ile niedziela jest początkiem tygodnia, bo jeżeli jest końcem - to wszystko w porządku:)
Znów opadła mi szczęka ze zdziwienia, jak ludzie na własne życzenie potrafią sobie życie komplikować, wciągać w to innych, a potem za parę srebrników lecieć, jak ćma do ognia.
Przepłakałam, przebolałam ale jak to się mówi "psy szczekają - karawana jedzie dalej" no i pojechałam...  pojechaliśmy :)
W poniedziałek do Istebnej, a właściwie do przepięknej Jaworzynki, gdzie w przedszkolu spotkałam się z dzieciaczkami , a spotkania te zorganizowała Pani Dyrektor Publicznej Biblioteki w Istebnej. Nie macie pojęcia, jak było cudnie ech... Dziękuję za przemiłe przyjęcie i pozdrawiam całą Trójwieś :)

We wtorek jechaliśmy do Wodzisławia śląskiego. 
Piękne miasto...
Byłam tak kiedyś, ale tylko przejazdem. W Wodzisławiu spotkałam się z uczniami Szkół Podstawowych w Filii MBP a póżniej w Centrali.
Bardzo dziękuję wszystkim Paniom za wspaniałą organizację i za nadzwyczaj ciepłe przyjęcie, dzieciom za wysoką kulturę osobistą, jestem pod wrażeniem. Wodzisław zawsze kojarzył mi się ciepło, a teraz to uczucie jeszcze się spotęgowało.
DZIĘKUJĘ 



Środa, to był dzień odwiedzin w Chełmku śląskim.
Panie pracujące w Bibliotece zaprosiły mnie na spotkania z uczniami klas pierwszych i trzecich do gościnnego budynku MOKSiR
Przed spotkaniam poznałam fantastycznych ludzi, na wspomnienie których z mojego serca rozlewa się przyjemne ciepełko :)
I dzieci... znów muszę napisać, że takie grupy zdarzają się niezwykle rzadko, ale dobrze, że się zdarzają... i panie Nauczycielki... Pozdrawiam i ściskam serdecznie  wszystkich razem i każdego z osobna.
I także wielkie DZIĘKUJĘ  dla wszystkich.

Czwartek - kierunek Pilchowice
Tam czekała już na mnie Pani Dyrektor Biblioteki, która zaprowadziła mnie najpierw do Przedszkola w Pilchowicach, a później pilotowała mojego wspaniałego kierowcę do Przedszkola w Nieborowicach.
Wszystkim Paniom pracującym w tych przedszkolach - za wszystko dziękuje i pozdrawiam.

W piątek, ten sam kierunek ta sama Pani Dyrektor - tylko przedszkola inne :)
Przedszkole w Wilczy , oraz w Żernicy
Przy Przedszkolu w Wilczy zatrzymam się na chwilkę, ponieważ mam takie szczęście, że na swojej drodze i na każdym ze spotkań dostaję w darze od Losu jakieś pokrewne Dusze :) 
W Wilczy spotkałam Panią Nauczycielkę, która prowadzi bloga dla swojej przedszkolnej grupy - wyobrażacie sobie? 
Poza tym okazało się, że mamy wspólne ulubione miejsca, i podobne pasje. Pozdrawiam Panią Iwonkę :)
Paniom pracującym w Bibliotece w Pilchowicach ogromne 
DZIĘKUJĘ 
za czas i wysiłek włożony w organizację tego "zamieszania" 
  I to koniec mojego cudownego Tygodnia Bibliotek.
Moje serce pęka z ogromu radości, moje skrzydła znów urosły i znów ta pewność, że obrałam dobrą drogę.
Nadzieja, że spotkamy się znów i telefon, w którym aż się zaroiło od nowych kontaktów :)

I teraz jeszcze specjalne podziękowania dla mojego Anioła Stróża - Kierowcy, bez którego mogłabym tylko o tym wszystkim pomarzyć, który cierpliwie wszędzie mnie woził i równie cierpliwie na mnie czekał w samochodzie :) 

 Bez  tego Człowieka nic by się tak na prawdę nie wydarzyło :) 
Zdradzę Wam, że w przyszłym tygodniu, obchodzi swoje okrągłe urodziny :) dokładnie będzie to  16. 05
Ale pewnie jakiś wiersz, z tej okazji na blogu się pojawi.
WSZYSKIM ZA WSZYSTKO DZIĘKUJĘ 

piątek, 4 maja 2018

Trzecia nad ranem



Znów miałam ten sen
Odbijałam się od lodowych ścian 
Bezskutecznie próbując 
wytłumaczyć... 
Lecz przecież z lodem 
dyskusja jest niemożliwa 
Paradoksalnie zbudziłam się
 zlana potem
Lodowe ściany pewnie 
będą mi sie do końca moich dni 
śniły 
próbujące zmrozić 
każdy mój kolejny ruch
 i każde moje słowo 
zanim jeszcze je wypowiem 
Tym czasem 
na kuchennej szafce
rumiane gofry czekające 
na radosną poranną kawe 

A za oknem ptasie trele 
zapowiadają kolejny 
słoneczny dzień 

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

sobota, 28 kwietnia 2018

Kwiecień - plecień

Kochani 
Kończy się już cudowny miesiąc kwiecień, który był dla nas pełen atrakcji. Chciałam się podzielić wrażeniami - bo naprawdę jest tego sporo, a maj zapowiada się równie intensywnie i ciekawie.

Miesiąc zaczął się spotkaniem w chełmskiej bibliotece 
Było też coś, o czym miałam Wam opowiedzieć, jednak - nie ma co opowiadać, bo po po prostu nikt nie przyszedł. Dziewczyny się wysilały i starały, jednak... ani w pierwszym dniu, ani w drugim - zainteresowania tematem nie było. 
Ale podziękowanie mam :) za poświęcony czas


Potem nastąpił długo oczekiwany wyjazd do naszych ukochanych Dusznik 

A stamtąd wyruszaliśmy na spotkania i nie tylko :)
To Polanica zdrój
 A to Lewin Kłodzki i Kudowa zdrój

Piękny to był czas... byliśmy razem i spędziliśmy tam wiele cudownych chwil.
A to spotkania z przedszkolakami Niepublicznego Przedszkola Babaloo w Katowicach

I jeszcze Szkoła Podstawowa w Lędzinach


Z tego wszystkiego przegapiłam piątą rocznicę istnienia mojego bloga.
I jak teraz na to wszystko patrzę, to myślę sobie, że gdyby pięć lat temu, ktoś pokazał mi te wszystkie zdjęcia, to byłby to dla mnie conajmniej jakiś kosmos.
Wierzycie w to, że tak może się odmienić życie? 

I jeszcze plan na maj 




piątek, 20 kwietnia 2018

Znowu

Tak szybko
Tak cicho
Tak znienacka
Sprytnie 
I podstępnie 
Działa 
Tylko
Ona
I znowu 
Kolejny
Pusty
Numer
Telefonu
Którego 
Już
Nikt

Nie odbierze 

wtorek, 17 kwietnia 2018

czwartek, 12 kwietnia 2018

Zaproszenie

14 i 15 kwietnia mamy zaszczyt zaprosić na spotkanie z literaturą w Katowicach! 
Organizatorzy projektu społecznego BooKat serdecznie zapraszają na wydarzenie, podczas którego odbędą się wykłady, warsztaty oraz  spotkania autorskie. Będzie można również zdobyć fantastyczne nagrody w licznych konkursach !
Mamy na celu promowanie literatury, ale także łączenie pokoleń – zapraszamy jednocześnie dzieci, młodzież, dorosłych i osoby starsze. Wydarzenie odbędzie się na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w budynku A. Trwać będzie od godziny 10 do około 18 przez cały weekend! Wstęp całkowicie darmowy.
Jesteśmy grupą 16-18 latków, którzy nie zarabiają i są non-profit. Cały dochód z wydarzenia przekazany zostanie na fundację – porozstawiane będą puszki, do których można będzie przekazać wsparcie finansowe. Naszemu wydarzeniu patronują m.in. III LO im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Ekonomiczny, radio Silesia, Prezydent Miasta Katowice, gazeta Cogito oraz telewizja TVS. Możecie nas znaleźć na stronie internetowej BooKat.pl oraz fanpage na facebooku o nazwie „BooKat”. Gorąco zachęcamy do odwiedzenia. Pamiętajcie – kwietniowy weekend 14-15 rezerwujemy sobie w kalendarzach


I będę tam z dziećmi rozmawiała i się spotykała :) - a co z tego wyniknie? 
Opowiem Wam po powrocie  z Doliny Kłodzkiej, gdzie od razu w niedzielę wyjeżdżamy 
z mężem, aby pobyć razem w cudnych i najmilszych naszym sercom Dusznikach.


( to wiersz,  jeden z moich pierwszych, który powstał w Dusznikach :) )

 Będą także spotkania autorskie w Bibliotece w Polanicy Zdroju i Lewinie Kłodzkim

niedziela, 8 kwietnia 2018

Wielka wygrana

Kolejny rozdział, do dalszych przygód Pawełka i jego pieska, jak wszystkie rozdziały, powstał na faktach autentycznych. Właśnie mijają dwa lata od tamtych przeżyć, a wydaje mi się, że to było wczoraj. A kiedy indziej wydaje mi się, że to był sen, piękny sen. 
Ale nie... autko jest i ma się dobrze :)
Myślę, że przygoda ta, musi przejść do historii, bo takie rzeczy na codzień się nie zdarzają. 
Oczywiście okoliczności i imiona, trochę zmienione - miłej zabawy przy czytaniu Wam życzę, a ja powspominam ze wzruszeniem.








W domu Pawełka panowała miła i błoga cisza.
Jedno z pierwszych wiosennych popołudni, mijało spokojnie
i leniwie. Tata po powrocie z pracy, czytał gazetę, babcia odpoczywała po porannych pracach w ogrodzie, Marysia spała w swoim łóżeczku na balkonie, a mama korzystając z chwili spokoju, czytała i pisała na komputerze.
Pawełek kończył odrabianie lekcji i właśnie miał zamiar z Mikusiem wyjść do ogrodu, kiedy rozległ się krzyk, a właściwie pisk mamy.
Ch
łopczyk szybko pobiegł do pokoju, w którym była mama, a w drzwiach spotkał się z przerażonym tatą i równie przerażoną babcia.
– Na litość boską Iwonko co się stało?
Tata podbieg
ł i złapał mamę za ramiona. Ta miała ogromne oczy, pełne łez, a dłonią zatykała sobie usta, jakby chciała powstrzymać się od dalszego pisku.
Babcia z Pawe
łkiem usiedli na kanapie. Dobrze, że Marysia się nie obudziła.
– Krzysiu, wy
... wy... wy...
– Co my Iwonko?- Tata był coraz bardziej przerażony.
– Wygraliśmy samochód, a właściwie to Mi... Mi... Mikuś wygrał. W pokoju zapadła cisza.
– Iwonko, czy ty aby dobrze się czujesz?
Tata troskliwym gestem, dotykaj
ąc czoła mamy, sprawdził, czy nie ma temperatury.
– Krzysiu – czytaj.
Mama odwróci
ła ekran laptopa stronę taty.
„Witam serdecznie,
jest mi niezmiernie mi
ło poinformować Panią, że nadesłane przez Panią zdjęcie zwyciężyło w naszym konkursie, w którym nagrodą główną jest Opel KARL.
Zdj
ęcie zostanie opublikowane w najbliższym wydaniu "Pogody na życie".
Mam pro
śbę o odesłanie maila z telefonem kontaktowym.
Chcia
łabym skontaktować się z Panią telefonicznie w celu ustalenia szczegółów odbioru nagrody.
Samochód b
ędzie do odbioru w jednym z salonów Opla najprawdopodobniej w czerwcu (jesteśmy w trakcie ustalania dokładnej daty odbioru z producentem).
Uprzejmie proszę o kontakt”.
Tata przeczyta
ł wiadomość i z wrażenia usiadł na podłodze.
Pawełek z babcią siedzieli bez słowa
– Ale o co chodzi Iwonko, przecie
ż to jakaś kolejne oszustwo. Jakie zdjęcie?
– Bo ja wam nic nie mówi
łam, jakoś nie było okazji – mama powoli odzyskiwała głos i spokój. Pamiętasz gazetę, którą kupiłeś mi, kiedy leżałam chora? Tam był konkurs na ciekawe zdjęcia z wakacji i główną nagrodą był Opel taki samochód.
Tata roze
śmiał się, bo mama mówiła, jak do małych dzieci.
– Ja wys
łałam to zdjęcie znad jeziora pamiętasz? Wtedy byliśmy na wycieczce.Ty rano z Mikusiem poszedłeś na ryby,
a potem zosta
ł na chwilę sam i pilnował twojego sprzętu. Wyglądało to tak, jakby on łowił te ryby.
.– No tak i wtedy w
łaśnie zrobiłem mu zdjęcie – dokończył tata.
– To zdjęcie właśnie wysłałam. Wtedy się nudziłam, bo leżałam w łóżku, a później zapomniałam wam o tym powiedzieć.
– Iwonko oni proszę o kontakt, napisz im może swój numer telefonu i w końcu się czegoś dowiemy.
Mama tak zrobiła po godzinie zadzwoniła miła pani z redakcji gazety. Wszystko to okazało się być najprawdziwsza prawdą. Zdjęcie Mikusia łowiącego ryby, zrobiło taką furorę, że komisja jednogłośnie orzekła, iż ono właśnie zdobywa pierwszą nagrodę.
Dopiero potem w domu Pawełka zapanowała prawdziwa radość. Babcia z tych emocji, musiała połknąć dodatkową tabletkę na serce. Jedna Marysia, nieświadoma niczego, cały czas smacznie sobie spała. W ciągu kilku następnych dni, jeszcze kilka razy dzwoniono z redakcji gazety.
Po miesi
ącu, w kolejnym numerze ukazało się zwycięskie zdjęcie Mikusia, z nazwiskiem mamy Pawełka, jako zwyciężczyni konkursu. Tata kupił od razu 10 numerów, żeby zachować na pamiątkę, a także rozdać znajomym.
Po dwóch tygodniach, od ukazania si
ę zwycięskiego zdjęcia, samochód był gotów do odbioru i cała rodzina po niego pojechała.
Do salonu zawióz
ł ich wujek Stefan, brat taty, bo przecież musieli wrócić do domu nowym samochodem.
Jechał tata, bo tylko on miał prawo jazdy, mama, bo ona musiała osobiście odebrać nagrodę i oczywiście Pawełek.
Oficjalnie w
łaścicielką ślicznego, czerwonego samochodu, została mama Pawełka, bo to ona wysłała zdjęcie na konkurs, ale wszyscy wiedzieli, że honorowe miejsce należy się Mikusiowi.
Kiedy wjechali na podwórko, babcia już niecierpliwie spacerowała razem z Marysią wózeczku, a piesek, od razu musiał dokładnie samochód pooglądać.
Tylko otworzy
ły się drzwi, wskoczył do środka, jakby wiedział, że pani z gazety czeka już na sesję zdjęciową Mikusia i jego nowego samochodu.
Wieczorem tata przyznał, że tak naprawdę, to teraz dopiero uwierzył w to, co się wydarzyło.
– Trzeba naszemu bohaterowi zakupi
ć jakiś specjalny fotelik – śmiał się głaszcząc pieska po główce. 





A tutaj moja najsmaczniejsza wygrana - KLIK