niedziela, 11 stycznia 2015

Francuska recepta (wypisana przez Aldonkę)


Fot.M.M.
Kiedy za dużo na siebie bierze
i tak już nieco
przemęczona dusza
Kiedy nie może uporać się z powracającym
smutkiem
Kiedy zaplątana we wspomnienia
szuka byle powodu
do płaczu...
Nagle pojawia się
 gotowa francuska recepta
I rozjaśnia mrok

"Je vais faire quelque chose.
Ça va me changer les idées”

Zrobię coś to mi odmieni myśli


10 komentarzy:

  1. Jak zobaczyłam....w tytule "francuska" to wróciłam do lat w liceum,bo jednym z trzech języków obcych był....właśnie francuski...Zawsze mi się podobał....teraz też ,wg mnie jest taki melodyjny.....a z recepty.....skorzystam....już to zaczynam robić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się bardzo podoba francuski język, a szkole wiadomo... się...nie chciało. A teraz żałuję, ale los zesłał Aldonkę biegłą w mowie i piśmie i nie zawaham się z tego skorzystać :) A co do recepty, sprawdzona i bardzo mądra. Pozdrawiam w ten zimny brrr poniedziałek Grażynko.

      Usuń
  2. Myślę, że to, że czasami pojawia się płacz, to część naszego jestestwa...wszak nasza dusza to mieszanka uczuć. Czujemy przecież nie tylko ból fizyczny, ale ból nieokreślony, być może niezrozumiały dla drugiej osoby. Nawet inny człowiek może nas traktować z przymrużeniem oka, na zasadzie uważa nas za beksę, która popłacze, popłacze i wraca do stanu "normalności";) Każdy z nas musi sobie sam wypracować własny sposób na takie sytuacje. Należy szukać takich sposobów. Właśnie zrobić coś innego, co zajmie nasz umysł, i to odmieni myśli:) Dobrego tygodnia Gabuniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo trafnie opisałaś Moniu ten stan, kiedy to " człowiek musi, bo by się udusił" wypłakać się czasem dla samego wypłakania. Mnie nie raz ratuje świadomość, że ktoś potem na drugi dzień niekoniecznie chce oglądać moje popuchnięte oczęta:) i wtedy "francuska recepta" jak znalazł :) Przesyłam ciepłe uściski, dla ogrzania tej niezbyt przyjemnej aury na zewnątrz.

      Usuń
  3. Recepta jak znalazł na pochmurny i niemiły dzień taki jak dzisiaj. No to do roboty! Przecież kiedyś to słońce musi się pokazać. Zwłaszcza skoro cały czas gdzieś tam komuś świeci. Anonimowa Refleksolożka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapędziła nas Aldonka do pracy w oczekiwaniu na słoneczko :-)))

      Usuń
  4. To jak wyjazd na wakacje - zmiana, tylko w głowie.
    Ileż to problemów niemal przestało nimi być, gdy wzięłam się za porządne sprzątanie :)
    A całkiem serio Gabi, myślę że czasem sami się w sobie zaplątujemy i zrobienie czegoś innego niż dzielenie przysłowiowego włosa na czworo wiele daje, choćby potrzebny dystans.
    Pozdrawiam Aldonkę serdecznie :) Nigdy nie zapomnę jak mnie przeczołgała w tempie ekspresu po Warszawie :))) A te barwne opowieści... ech... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia Basiu przekazane. Aldonka w tempie ekspresu to przez życie biegnie, nie tylko przez Warszawę :)
      Czasem ten włos na czworo się tak dzieli i dzieli, żeby może oczyścić organizm z toksyn?.. poprzez łzy...:) byle się w tym za bardzo nie zapędzić, dlatego taki "ekspres" w postaci Aldonki nieraz o tym przypomina:) Pozdrawiam słonecznie

      Usuń
  5. Gabuniu,
    jakie piękne zmiany na blogu! Ta dojrzałość w tle... wspaniale sugestywne. A swoją drogą to śliczny motyw - zboże chyba wszystkim dobrze się kojarzy :)
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zdjęcie "matka" mojej okładki tomikowej :) Nie dawało mi spokoju to, że na innych blogach widziałam inne tła niż te firmowe z Bloggera. Wiesz Basiu ,że ja jak już się uprę to drążę temat :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń