Kobiecy apel


Pięknego świętowania 

Nikt oprócz mnie 

nie ma prawa osądzać

 i dyskutować w sprawie 

o której nie ma najmniejszego pojęcia 

Jeśli nie rozumie 

lub nawet zrozumieć się nie stara 

(Powiedziałabym wara... nie ta taka już nie będę)

Wracaj na swoje podwórko i dalej spoglądaj 

przez uchyloną firankę

 na czyjeś życie i baw się 

w sprawiedliwego sędziego 

Lecz z daleka od mojego

Nie masz pojęcia ile razy zacerowałam

 rany na swoim sercu 

by móc zaczynać kolejne dni od nowa 

Nie masz pojęcia ile łez za moim uśmiechem  

czasem musi się schować 

Jeśli przyjdzie ci czasem do głowy 

ocenić moje życie i z tym 

jedynie sprawiedliwym według ciebie

 wyrokiem 

z góry na mnie spoglądać 

załóż mocniejsze okulary i spójrz wgłąb siebie 

A najlepiej tam już zostań 

Bo gwarantuję że posprzątanie 

tego co tam zobaczysz

 zajmie ci sporo czasu 


Ps. Trochę przed czasem miłe moje Czytelniczki ( i Czytelnicy oczywiście także)  - ale jutro wyjeżdżam i mam zamiar się świetnie bawić z daleka od internetu. 

A wiecie Wena czekać nie lubi - co w duszy to na klawiaturze. Jestem bardzo ciekawa, czy się ze mną zgadzacie w tym względzie 

Wracam z "Kawiarni na końcu świata"






...chociaż bardzo mi się nie chce.

To chyba jedna z nielicznych czynnych i dostępnych kawiarni, ponieważ znalazłam ją w książce pod tym właśnie tytułem

Dlaczego o niej piszę?

Nie będzie to recenzja, będą to moje wrażenia i emocje, które stamtąd przyniosłam.

Przeczytałam już setki różnych książek tak zwanych

 „ rozwojowych” , które otwierają oczy na sprawy nieraz  oczywiste, aby móc tę drugą połowę życia przeżyć w pełni i nie zmarnować - nie przespać ani chwili dłużej. 

A gdy „ usiadłam” we wspomnianej kawiarni - zasłuchałam się w te magiczne opowieści i zamyśliłam się nad zadanymi pytaniami. 

Jak ja mało jeszcze dalej wiem…

Wiele razy na spotkaniach autorskich zadawałam następujące pytanie dzieciom i dorosłym 

- Czy jesteś we właściwym miejscu? 

- Czy robisz to, co czujesz - że właśnie masz robić?

-  Czy Twoje marzenie z wczesnego dzieciństwa, jest teraz spełnione?

I nie wiem dlaczego, ale większość dorosłych - szukając odpowiedzi na to pytanie - miała w oczach łzy.

Jak daleko odeszliśmy od marzeń?

Czyje marzenia właściwie teraz spełniamy? 

Swoje? Czy może naszych rodziców, sąsiadów , znajomych - bo tak wypada? 

Mniej więcej to samo pytanie pada w Kawiarni ?

Dlaczego tu jesteś? 

Czy jesteś na swoim placu zabaw, czy może na czyimś i robisz wymuszone, śmieszne miny, które męczą Cię do szpiku kości  - by to on się dobrze bawił - nie Ty…

Czy odliczasz dni , miesiące lata do emerytury - odkładając każdy grosz na ten czas - gdzie może w końcu spełnisz swoje marzenia? A co jeśli…

Czy dajesz światu, to - co masz najpiękniejszego?Albo zakopałeś, bo się nie opłaca...

A co teraz? Hibernacja, czy przeglądanie internetu

 i przyglądanie się innym, którzy tworzą barwne scenariusze 

ze swojego życia na potrzeby sieci społecznościowych?

Czy nie pracujesz czasem tylko po to, by później biec do sklepu po rzeczy - bez których według TV nie masz najmniejszych szans przeżycia? 

A ciagle włączony odbiornik wtłacza w Twoją podświadomość więcej i więcej artykułów najpilniejszej potrzeby, na które trzeba wciąż i wciąż od początku zarabiać - a to co lubię , za czym tęsknię? 

To… na emeryturze…

Czy potrafisz czasem wykrzesać z siebie odrobinę dziecięcej radości, zwyczajną zabawą, która kiedyś sprawiała Ci radość? 

Czy raczej z góry zakładasz, że - nie wypada, że życie z założenia musi być ciężkie i bardzo poważne.

Co z Twoim czasem? Czy masz czas na zwykłą , serdeczną rozmowę - może przez telefon - ale jednak. 

Ostatnio słyszałam wspomnienie z czasów, kiedy pierwsi nasi rodacy osiedlali się w tych "lepszych  Niemczech” i jak bardzo zdumiewały nas i rozbawiały opowieści o tym, 

że tam - żeby iść na kawę - trzeba najpierw umówić się przez telefon. 

To był wtedy - dla nas jakiś kosmos.

 A teraz?… teraz czasem trzeba spróbować z pięć razy do kogoś napisać sms - żeby wyżebrać trochę czasu na telefoniczną rozmowę , bo - brak czasu. 

Wiecie, że samo przeglądanie niechcianego spamu, który podrzuca nam  internet, zjada nam jeden rok z życia?

Książka cieniutka, pisana dużą czcionką - powiedziałabym taka na jeden wieczór - ale… weszła aż do szpiku. 

Teraz wchłaniam część drugą - czyli „ Powrót do kawiarni na końcu świata” 

Wiecie - książka ta wstrząsnęła mną tym bardziej, że ja ciągle widzę łzy w oczach uczestników spotkań, 

którym zadawałam pytanie  - jak daleko jesteś od swoich dziecięcych marzeń - czyje marzenia spełniasz dzisiaj…

O pewnej kartce



Usiadłam dziś nad kartką

dla pewnej Młodej Pary

i się zadumałam

bo ja o miłości 

już bardzo dawno

nic nie napisałam 

Czas jakiś dziwny do końca

 nie jest zrozumiany

Jakby chciał oznajmić że miłość

to uczucie dawno zapomniane

A ona jak to ona 

niestrudzona

czaić się nie przestanie

za wiosennym ćwierkaniem

Stęskniona za zwykłym ludzkim

 serdecznym przytulaniem

Smutno jakoś mi się z tego powodu

 zrobiło

bo w tym całym zgiełku

łatwo zagubić 

zakrzyczaną miłość

Muszę o tym koniecznie napisać 

Młodej Parze

na kartce z kwiatami

by nie zapomnieli o miłości

gdy ich życie 

 przygniecie zwykłymi

codziennymi sprawami

Nie tylko róże



     

Obserwuję świat 

 cały przyozdobiony 

czerwonymi różami

Przymykam oczy 

i widzę czerwone róże

które 

wcale nie były wyrazem miłości

Które sprawiały ból 

swoimi nieodłącznymi kolcami

Kiedyś... kiedyś myślałam

że miłość i kolce 

są nierozłączne

Nieprawda

Dziś patrzę na 

bukiecik cichych 

może nieco zapomnianych 

frezji

które nie kłują

One kochają…


Dół


                                                       Odwiedził mnie pan Dół

niedawno

Z braku światła

 z braku kontaktów międzyludzkich 

z braku motywacji do robienia 

czegokolwiek

Taki Dół co czasem sie w niego wpada 

i chwilę w nim się  siedzi

I człowiek zastanawia się 

czy warto wdrapywać się 

spowrotem na górę

Do dołu ani Wena nie zagląda

ani najdrobniejsze promyki

 zimowego słońca

zasięgu sieci telefonicznej 

też tam nie ma

Dół i tyle 

Raz wyszłam

 oślepiona światłem w zaparowanych okularach

przewróciłam się i szybko 

potłuczona

uciekłam spowrotem

Chociaż w dole czasem

 jest bardzo przytulnie i swojsko

to jednak im głębiej - tym gorzej

 potem wyjść na powierzchnię

Wychodzę... 



Kosmos i ja

To są  moje refleksje po obejrzeniu filmiku, którym się z Wami dzielę - podzielcie się proszę swoimi.

 

Wydaje ci się że nic... 

  że nikt 

że ty najbardziej...

Wydaje ci się czasem  

 że to u ciebie 

najgorzej 

najboleśniej 

Że pędzić musisz przed siebie 

bez tchu bo inaczej świat 

się zawali 

Bo bez twojego pędu 

nie poradzi sobie 

Nie masz czasu nawet pomyśleć 

że może być inaczej

Z taką śmiertelną powagą 

traktujesz siebie 

i swoje życie

jakby nic i nikt inny nie istniał

Nie przyjdzie cię nawet do głowy

by czasem to wszystko potraktować 

przymróżeniem oka

Ten moment który dany nam jest 

tu na ziemi

na chwilę 

By go po prostu nie zepsuć 

Drugiego nie będzie 


Rutyna - tylko tyle?




Jakoś ostatnio mnie wena poetycka opuściła, chyba w sen zimowy zapadła - a klawiatura woła - co zrobić? 

Podzielić się chciałam z Wami tym, co ma teraz ogromne znaczenie - nazywa się to „ rutyna” .

Może ktoś i nudą by to nazwał - lecz nie ja.

Dla mnie taka właśnie "nudna" powtarzalność, plus do tego 

po prostu spokój - równa się szczęście. 

Nic więcej. Poranna kawa - prawie o tej samej porze, potem obowiązkowy spacer do lasu, który jest niby taki sam, a jednak codziennie inny, w zależności, co mu tam niebiosa zgotują. Jednego dnia buty grzęzną nam w błocie i dochodzimy do wniosku, że tych „ leśnych” butów nie warto myć,

 a następnego - wszystko pokryte białą śnieżną kołderką

 i buty myją się same.

Mamy z mężem taki właśnie poranny rytuał, który teraz w tym dziwnym czasie sprawdza się na sto procent. 

Śniadanie, kawa i las - a potem dopiero zaczyna się dzień. 

Czasem - gdy moja młodsza - pracująca w Hospicjum przyjaciółka z tej samej ulicy - ma wolne - kolejny spacer do lasu, połączony z niekończącymi się rozmowami - odbywa się popołudniu.

Nie ma dnia, bym za ten las wdzięczna nie była.  

Jest on dla nas kinem, teatrem salą koncertową, a nawet kawiarnią, gdzie można skonsumować, coś co zabrało się z domu, by z sił nie opaść. 

Mamy też miejsce , w którym od listopada do marca - zostawiamy zwierzątkom przysmaki i one doskonale o tym wiedzą. 


                                                                               To z dzisiejszego spaceru

Kiedyś dwie małe sarenki - jak się nam wydawało - na „czatach” stały i gdy się zbliżaliśmy do tej „ stołówki” 

pobiegły chyba resztę zawiadomić, że śniadanko nadchodzi. Na szczęście teraz nie ma w lesie zwierzątek zainteresowanych naszą krwią - tych było latem w nadmiarze - o czym  naocznie

 i naskórnie przekonała się m. in.  Jotka - pamiętasz Asiu nasz spacer?

Rutyna… wydawało by się, że nic nudniejszego :)

O taką rutynę - proszę każdego wieczora, gdy zasypiam 

i dziękuję za nią rankiem gdy oczy otwieram.

Na ten czas - dziwny i niewiadomy - dobrze jest mieć coś - co jest bezpieczną oazą. 

Podzielcie się proszę - czy macie swoje „oazy”? 


O stresie słów kilka




Prześladuje mnie ostatnio  słowo STRES.

Prześladuje mnie ostatnio i raczej wierszem o nim 

też pisać się nie da. 

Nie nie - u mnie wszystko w porządeczku - powiedziałabym nawet - luz.

Tak ogólnie mówiąc - z wszystkich stron.

Osoba, która prowadziła bardzo zdrowy i higieniczny tryb życia - zapętliła się w bardzo stresującą sytuację - efekt ?

Rutynowe usg piersi - guzek złośliwy…

 Inny ktoś, młody zdrowy - lecz  ciągle wszystkim  zestresowany - zostaje znaleziony we własnej

 łazience - zawał, nagły i jak się okazuje - niezwykle 

„ skuteczny” 

Stres stres stres… nieustanne napięcie mięśni - aż do bólu, podwyższone ciśnienie, lęk w piersiach i kamień w żołądku 

i nieprzespane noce.

Kiedyś - dawno temu, ktoś całkiem obcy zatrzymał mnie

 i powiedział - kobieto wyluzuj - bo zawał murowany.

Przestraszył mnie - wyluzowałam. 

Nie powiem, że stało się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to był bardzo długi proces.

Proces oswajania się z tym, że na pewne rzeczy wpływu nie mam, że moje myśli mogą mnie zepchnąć na dno rozpaczy

 - a to przecież tylko myśli. 

Że wszystkim na świecie nie dogodzę, kto ma zostać zostaje - kto ma odejść odchodzi. 

Wiem, że są sytuacje - zwłaszcza teraz, których nie sposób nie zauważyć i przejść obok nich bezstresowo, ale zatroszczmy się o siebie - i dajmy sobie w prezencie czas na „ luz” . 

Na zapomnienie , na pobujanie w obłokach - sytuacja przez to ani się nie polepszy, ani nie pogorszy - ale nasze ciało będzie nam zdecydowanie za to wdzięczne i lepiej przygotowane na inne kryzysowe sytuacje. 

Kiedyś też myślałam, że jak na chwile stracę kontrolę

 i przestanę się o wszystko zamartwiać - to życie mi się wymknie spod kontroli , nic takiego się nie dzieje. 

Pół godzinki , jedna godzinka z dwudziestu czterech - spędzona z głową  w chmurach, bez telefonu, telewizji i innych

 „ umilaczy” działa  cuda. 

Świat stamtąd wygląda piękniej - wierz mi. 

A tego nikt inny za nas zrobić nie potrafi - tylko my sami. 

Masz  swoje sposoby? Podziel się proszę.

Taka sobie refleksja



Chyba każdy z nas, ma w swoim życiu taką pamiętną datę, (albo i kilka) która zmieniła bieg historii jego życia.

Takiej daty, nie da się zapomnieć - można jedynie spojrzeć wstecz i zobaczyć, dokąd ten przełom nas

poprowadził. 

Czasem trzeba po prostu zrobić coś - co jest nie do końca zrozumiałe, by po latach okazało się, że w tamtym momencie - innego wyjścia nie było. 

Na tyle wtedy było nas stać…i myślimy -  może gdybym wtedy wiedziała, to co wiem teraz, może gdybym wtedy miała taką mądrość i odwagę, jaką mam teraz… ale nie wiedziałam i nie miałam. 

Czasem zabraknie sił lub zwyczajnej jednej pomocnej ręki, 

albo jednego - dosłownie jednego słowa 

i trzeba podejmować błyskawiczne decyzje, 

które wpływają na dalsze losy nasze i innych osób. 

Potem myślisz -mogło być inaczej… nie - widać nie mogło. 

Gdyby mogło - to zamiast osądzania i skazywania na potępienie, padłoby proste pytanie " dlaczego" .

Ale czasem nie pada - bo tak prościej - nie wiedzieć, 

skazać, potępić, osądzić.   

Ale Ty wiesz, że wtedy zrobiłeś tyle ile w Twojej mocy - ani więcej, ani mniej bo każdy z nas na daną chwilę ma taką wiedzę i taka moc - jaka jest właśnie potrzebna. 

Takie zrozumienie - przychodzi z czasem

bo to przecież " czas nas uczy pogody"

To dzisiejsza data skłoniła mnie to takiej refleksji, pewnie i Ty drogi Czytelniku - masz w pamięci niejeden taki przełom. 

Podziel się proszę 

O zeszytach i nie tylko



Zajrzałam dzisiaj do zeszłorocznych planów i marzeń, które spisuję na pierwszej stronie mojego „ dziennika” prowadzonego  od kilku już lat. 

Już jest zapełniony, a  nowy - czysty,  pachnący czeka, aż w nim napiszę - najpierw moje plany i marzenia, a potem dzień po dniu, wieczorami będę zapełniała go powoli i systematycznie, tak jak nawleka się koraliki na sznurek, by pod koniec w całości zobaczyć dzieło gotowe.

Taki czysty zeszyt, przypomina mi czasy dzieciństwa, kiedy to człowiek pełen optymizmu i dobrych chęci, rysował marginesy i podpisywał wszystkie zeszyty - świeżutko oprawione. 

Nowy Rok - też jest taką chwilą, kiedy jest nowy zapał, nowe chęci i nowe marzenia.

Większość planów - się powiodła.

 Tak - zdecydowana większość i nie przeszkodził w tym nawet ten dziwny rok.

A czy on dla mnie był dziwny?

 Chyba nie - bo mam wrażenie, że życie mnie do niego przygotowywało od dłuższego już czasu.

 Że wszystko, co się w moim życiu działo - działo się po to, bym dziś mogła powiedzieć po prostu - dziękuje.

Bo wszystkie pytania -  w tym roku - doczekały się odpowiedzi.

Ten rok był wypełniony po brzegi wdzięcznością za to, 

że jestem w takim, a nie innym miejscu i blisko siebie mam takie - a nie inne osoby. Że mam las na wyciągnięcie ręki

 i mogłam ten las poznać i zaprzyjaźnić się z nim tak, jak pewnie nigdy nie udałoby mi się, w „ normalnych warunkach”. 

Odkryłam, że śpiew ptaków i szum drzew, jest zdecydowanie bardziej przyjazny dla uszu i duszy, niż na przykład telewizor, albo rozmowy do nikąd nie prowadzące. 

 Że nie muszę wcale otaczać się tłumem ludzi, by czuć się szczęśliwa, a wystarczy kilka serduszek do kochania, które na moją miłość odpowiadają. 

Nauczyłam się, że troska o kogoś, kto tej troski wcale nie chce- jest stratą czasu i energii, bo lepiej w takim wypadku zatroszczyć się o siebie. 

Dowiedziałam się też, że istnieją ludzie, którzy z własnej i nieprzymuszonej woli zapytali - czy wszystko u nas w porządku. 

Naprawdę ISTNIEJE ktoś, kto zatroszczył się o mnie. 

 Ze zdziwieniem stwierdziłam, że czas na takie pytania znalazły osoby, po których bym się tego w ogóle  nie spodziewała,  

ale - było też odwrotnie ... 

Prawdziwe Przyjaźnie - oczywiście pozostały nienaruszone.  

Wymarzona książka, o której istnieniu jeszcze rok temu nie miałam pojęcia - do druku już poszła, po podpisaniu najprawdziwszej umowy z Wydawnictwem i mam nadzieje, 

że ona wypełni sobą ten nowy rok. 

( DZIĘKUJĘ współtowarzyszkom " podróży")

Niestety w tym roku, odszedł nasz czworonożny przyjaciel - który pozostawił po sobie wielką tęsknotę, ale też sporo lekcji do przerobienia.

Bo nikt tak nie rozumie miłości bezwarunkowej - jak nasi  przyjaciele na czterech łapkach. 

Z ogromnym sentymentem żegnam Cię 2020 roku i DZIĘKUJĘ.

Wierzę, że kolejny - Nowy Rok - przyniesie z sobą jeszcze więcej powodów do dziękowania, czego sobie i Wam życzę. 


Poświątecznie


Napełniona sernikiem

 ciepłem i miłością 

czekam z ufnością na nowe

Dobre ciepłe i bardzo

kolorowe

Daleko już w tyle zostało 

czekanie żebranie

staranie 

i moje ręce wyciągnięte 

już szczerze mówiąc 

prawie od czekania uschnięte

Kolejny raz się utwierdziłam 

że dobrze mi z tym 

co mam blisko siebie 

na odległość szeptu jednego 

i uśmiechu ciepłego

Bo po to właśnie są Święta

by o tym pamiętać


Czym jest dla Ciebie grudzień

 



Czym jest dla Ciebie 

grudzień

Dla mnie to czas ciepła i wdzięczności 

krążącej gdzieś w okolicach serca

Czas pogodzenia się i końca oczekiwań

Czas nadziei i wzruszenia

Grudzień jest tunelem 

końca łączącego się 

z początkiem

Zrozumieniem

że nie muszę już niczego oczekiwać 

co ma odejść odeszło

co ma nadejść nadeszło

Podsumowanie refleksja

wdzięczność 

Tak wdzięczność na miejscu pierwszym 

zdecydowanie 

Że jestem

 i znowu wszystko jest na swoim 

miejscu