Zostawiam tutaj kawałek siebie z nadzieją, że tym okruszkiem wypełnię niejedną pustkę w sercu. Jeśli tak - miło mi będzie , gdy się o tym dowiem. Wasza Gabrysia.
Proszę państwa - oto miś
O pewnej podróży
Życie płynie
i z tym nie da się zrobić nic
Można jednak zauważyć
że wszyscy płyniemy w tym samym kierunku
Płyniemy jedziemy
jak kto woli
Wystarczy spojrzeć na tarczę zegara
i chwilę się na niej skupić
nie zatrzymasz - nawet gdybyś się bardzo starał
Każda chwila za moment
już staje się przeszłością
Warto tak biec?
Warto zaciskać pięści do bólu i serce?
Dopłyniesz dojedziesz nic się nie martw
lecz z pociągu też czasem trzeba
wyjrzeć przez okno
sprawdzić
gdzie on obecnie się znajduje
I czy to napewno mój pociąg
Choć on i tak jedzie niezależnie
od wszystkiego
Spróbuj czasem na chwilę rozejrzeć się
i sprawdzić gdzie jesteś
kto jest obok
a najważniejsze - jak się czujesz
I spróbuj też czasem swój bagaż położyć obok
nie trzymać go cały czas na plecach
On i tak jedzie razem z tobą
metr po metrze
i nikt go nie zabierze bo każdy ma swój
a ty przynajmniej odpoczniesz
Takie małe przystanki w ciagu dnia
nic trudnego
a ile piękna można zauważyć
Bo czasem wstajesz rankiem
wieczorem idziesz spać
i nawet nie wiesz
którędy jechałeś
Kobiecy apel
![]() |
| Pięknego świętowania |
Nikt oprócz mnie
nie ma prawa osądzać
i dyskutować w sprawie
o której nie ma najmniejszego pojęcia
Jeśli nie rozumie
lub nawet zrozumieć się nie stara
(Powiedziałabym wara... nie ta taka już nie będę)
Wracaj na swoje podwórko i dalej spoglądaj
przez uchyloną firankę
na czyjeś życie i baw się
w sprawiedliwego sędziego
Lecz z daleka od mojego
Nie masz pojęcia ile razy zacerowałam
rany na swoim sercu
by móc zaczynać kolejne dni od nowa
Nie masz pojęcia ile łez za moim uśmiechem
czasem musi się schować
Jeśli przyjdzie ci czasem do głowy
ocenić moje życie i z tym
jedynie sprawiedliwym według ciebie
wyrokiem
z góry na mnie spoglądać
załóż mocniejsze okulary i spójrz wgłąb siebie
A najlepiej tam już zostań
Bo gwarantuję że posprzątanie
tego co tam zobaczysz
zajmie ci sporo czasu
Ps. Trochę przed czasem miłe moje Czytelniczki ( i Czytelnicy oczywiście także) - ale jutro wyjeżdżam i mam zamiar się świetnie bawić z daleka od internetu.
A wiecie Wena czekać nie lubi - co w duszy to na klawiaturze. Jestem bardzo ciekawa, czy się ze mną zgadzacie w tym względzie
Wracam z "Kawiarni na końcu świata"
...chociaż bardzo mi się nie chce.
To chyba jedna z nielicznych czynnych i dostępnych kawiarni, ponieważ znalazłam ją w książce pod tym właśnie tytułem
Dlaczego o niej piszę?
Nie będzie to recenzja, będą to moje wrażenia i emocje, które stamtąd przyniosłam.
Przeczytałam już setki różnych książek tak zwanych
„ rozwojowych” , które otwierają oczy na sprawy nieraz oczywiste, aby móc tę drugą połowę życia przeżyć w pełni i nie zmarnować - nie przespać ani chwili dłużej.
A gdy „ usiadłam” we wspomnianej kawiarni - zasłuchałam się w te magiczne opowieści i zamyśliłam się nad zadanymi pytaniami.
Jak ja mało jeszcze dalej wiem…
Wiele razy na spotkaniach autorskich zadawałam następujące pytanie dzieciom i dorosłym
- Czy jesteś we właściwym miejscu?
- Czy robisz to, co czujesz - że właśnie masz robić?
- Czy Twoje marzenie z wczesnego dzieciństwa, jest teraz spełnione?
I nie wiem dlaczego, ale większość dorosłych - szukając odpowiedzi na to pytanie - miała w oczach łzy.
Jak daleko odeszliśmy od marzeń?
Czyje marzenia właściwie teraz spełniamy?
Swoje? Czy może naszych rodziców, sąsiadów , znajomych - bo tak wypada?
Mniej więcej to samo pytanie pada w Kawiarni ?
Dlaczego tu jesteś?
Czy jesteś na swoim placu zabaw, czy może na czyimś i robisz wymuszone, śmieszne miny, które męczą Cię do szpiku kości - by to on się dobrze bawił - nie Ty…
Czy odliczasz dni , miesiące lata do emerytury - odkładając każdy grosz na ten czas - gdzie może w końcu spełnisz swoje marzenia? A co jeśli…
Czy dajesz światu, to - co masz najpiękniejszego?Albo zakopałeś, bo się nie opłaca...
A co teraz? Hibernacja, czy przeglądanie internetu
i przyglądanie się innym, którzy tworzą barwne scenariusze
ze swojego życia na potrzeby sieci społecznościowych?
Czy nie pracujesz czasem tylko po to, by później biec do sklepu po rzeczy - bez których według TV nie masz najmniejszych szans przeżycia?
A ciagle włączony odbiornik wtłacza w Twoją podświadomość więcej i więcej artykułów najpilniejszej potrzeby, na które trzeba wciąż i wciąż od początku zarabiać - a to co lubię , za czym tęsknię?
To… na emeryturze…
Czy potrafisz czasem wykrzesać z siebie odrobinę dziecięcej radości, zwyczajną zabawą, która kiedyś sprawiała Ci radość?
Czy raczej z góry zakładasz, że - nie wypada, że życie z założenia musi być ciężkie i bardzo poważne.
Co z Twoim czasem? Czy masz czas na zwykłą , serdeczną rozmowę - może przez telefon - ale jednak.
Ostatnio słyszałam wspomnienie z czasów, kiedy pierwsi nasi rodacy osiedlali się w tych "lepszych Niemczech” i jak bardzo zdumiewały nas i rozbawiały opowieści o tym,
że tam - żeby iść na kawę - trzeba najpierw umówić się przez telefon.
To był wtedy - dla nas jakiś kosmos.
A teraz?… teraz czasem trzeba spróbować z pięć razy do kogoś napisać sms - żeby wyżebrać trochę czasu na telefoniczną rozmowę , bo - brak czasu.
Wiecie, że samo przeglądanie niechcianego spamu, który podrzuca nam internet, zjada nam jeden rok z życia?
Książka cieniutka, pisana dużą czcionką - powiedziałabym taka na jeden wieczór - ale… weszła aż do szpiku.
Teraz wchłaniam część drugą - czyli „ Powrót do kawiarni na końcu świata”
Wiecie - książka ta wstrząsnęła mną tym bardziej, że ja ciągle widzę łzy w oczach uczestników spotkań,
którym zadawałam pytanie - jak daleko jesteś od swoich dziecięcych marzeń - czyje marzenia spełniasz dzisiaj…
O pewnej kartce
Usiadłam dziś nad kartką
dla pewnej Młodej Pary
i się zadumałam
bo ja o miłości
już bardzo dawno
nic nie napisałam
Czas jakiś dziwny do końca
nie jest zrozumiany
Jakby chciał oznajmić że miłość
to uczucie dawno zapomniane
A ona jak to ona
niestrudzona
czaić się nie przestanie
za wiosennym ćwierkaniem
Stęskniona za zwykłym ludzkim
serdecznym przytulaniem
Smutno jakoś mi się z tego powodu
zrobiło
bo w tym całym zgiełku
łatwo zagubić
zakrzyczaną miłość
Muszę o tym koniecznie napisać
Młodej Parze
na kartce z kwiatami
by nie zapomnieli o miłości
gdy ich życie
przygniecie zwykłymi
codziennymi sprawami
Nie tylko róże
Obserwuję świat
cały przyozdobiony
czerwonymi różami
Przymykam oczy
i widzę czerwone róże
które
wcale nie były wyrazem miłości
Które sprawiały ból
swoimi nieodłącznymi kolcami
Kiedyś... kiedyś myślałam
że miłość i kolce
są nierozłączne
Nieprawda
Dziś patrzę na
bukiecik cichych
może nieco zapomnianych
frezji
które nie kłują
One kochają…
Dół
Odwiedził mnie pan Dół
niedawno
Z braku światła
z braku kontaktów międzyludzkich
z braku motywacji do robienia
czegokolwiek
Taki Dół co czasem sie w niego wpada
i chwilę w nim się siedzi
I człowiek zastanawia się
czy warto wdrapywać się
spowrotem na górę
Do dołu ani Wena nie zagląda
ani najdrobniejsze promyki
zimowego słońca
zasięgu sieci telefonicznej
też tam nie ma
Dół i tyle
Raz wyszłam
oślepiona światłem w zaparowanych okularach
przewróciłam się i szybko
potłuczona
uciekłam spowrotem
Chociaż w dole czasem
jest bardzo przytulnie i swojsko
to jednak im głębiej - tym gorzej
potem wyjść na powierzchnię
Wychodzę...
Kosmos i ja
To są moje refleksje po obejrzeniu filmiku, którym się z Wami dzielę - podzielcie się proszę swoimi.
Wydaje ci się że nic...
że nikt
że ty najbardziej...
Wydaje ci się czasem
że to u ciebie
najgorzej
najboleśniej
Że pędzić musisz przed siebie
bez tchu bo inaczej świat
się zawali
Bo bez twojego pędu
nie poradzi sobie
Nie masz czasu nawet pomyśleć
że może być inaczej
Z taką śmiertelną powagą
traktujesz siebie
i swoje życie
jakby nic i nikt inny nie istniał
Nie przyjdzie cię nawet do głowy
by czasem to wszystko potraktować
przymróżeniem oka
Ten moment który dany nam jest
tu na ziemi
na chwilę
By go po prostu nie zepsuć
Drugiego nie będzie
Rutyna - tylko tyle?
Jakoś ostatnio mnie wena poetycka opuściła, chyba w sen zimowy zapadła - a klawiatura woła - co zrobić?
Podzielić się chciałam z Wami tym, co ma teraz ogromne znaczenie - nazywa się to „ rutyna” .
Może ktoś i nudą by to nazwał - lecz nie ja.
Dla mnie taka właśnie "nudna" powtarzalność, plus do tego
po prostu spokój - równa się szczęście.
Nic więcej. Poranna kawa - prawie o tej samej porze, potem obowiązkowy spacer do lasu, który jest niby taki sam, a jednak codziennie inny, w zależności, co mu tam niebiosa zgotują. Jednego dnia buty grzęzną nam w błocie i dochodzimy do wniosku, że tych „ leśnych” butów nie warto myć,
a następnego - wszystko pokryte białą śnieżną kołderką
i buty myją się same.
Mamy z mężem taki właśnie poranny rytuał, który teraz w tym dziwnym czasie sprawdza się na sto procent.
Śniadanie, kawa i las - a potem dopiero zaczyna się dzień.
Czasem - gdy moja młodsza - pracująca w Hospicjum przyjaciółka z tej samej ulicy - ma wolne - kolejny spacer do lasu, połączony z niekończącymi się rozmowami - odbywa się popołudniu.
Nie ma dnia, bym za ten las wdzięczna nie była.
Jest on dla nas kinem, teatrem salą koncertową, a nawet kawiarnią, gdzie można skonsumować, coś co zabrało się z domu, by z sił nie opaść.
Mamy też miejsce , w którym od listopada do marca - zostawiamy zwierzątkom przysmaki i one doskonale o tym wiedzą.
Kiedyś dwie małe sarenki - jak się nam wydawało - na „czatach” stały i gdy się zbliżaliśmy do tej „ stołówki”
pobiegły chyba resztę zawiadomić, że śniadanko nadchodzi. Na szczęście teraz nie ma w lesie zwierzątek zainteresowanych naszą krwią - tych było latem w nadmiarze - o czym naocznie
i naskórnie przekonała się m. in. Jotka - pamiętasz Asiu nasz spacer?
Rutyna… wydawało by się, że nic nudniejszego :)
O taką rutynę - proszę każdego wieczora, gdy zasypiam
i dziękuję za nią rankiem gdy oczy otwieram.
Na ten czas - dziwny i niewiadomy - dobrze jest mieć coś - co jest bezpieczną oazą.
Podzielcie się proszę - czy macie swoje „oazy”?
O stresie słów kilka
Prześladuje mnie ostatnio słowo STRES.
Prześladuje mnie ostatnio i raczej wierszem o nim
też pisać się nie da.
Nie nie - u mnie wszystko w porządeczku - powiedziałabym nawet - luz.
Tak ogólnie mówiąc - z wszystkich stron.
Osoba, która prowadziła bardzo zdrowy i higieniczny tryb życia - zapętliła się w bardzo stresującą sytuację - efekt ?
Rutynowe usg piersi - guzek złośliwy…
Inny ktoś, młody zdrowy - lecz ciągle wszystkim zestresowany - zostaje znaleziony we własnej
łazience - zawał, nagły i jak się okazuje - niezwykle
„ skuteczny”
Stres stres stres… nieustanne napięcie mięśni - aż do bólu, podwyższone ciśnienie, lęk w piersiach i kamień w żołądku
i nieprzespane noce.
Kiedyś - dawno temu, ktoś całkiem obcy zatrzymał mnie
i powiedział - kobieto wyluzuj - bo zawał murowany.
Przestraszył mnie - wyluzowałam.
Nie powiem, że stało się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to był bardzo długi proces.
Proces oswajania się z tym, że na pewne rzeczy wpływu nie mam, że moje myśli mogą mnie zepchnąć na dno rozpaczy
- a to przecież tylko myśli.
Że wszystkim na świecie nie dogodzę, kto ma zostać zostaje - kto ma odejść odchodzi.
Wiem, że są sytuacje - zwłaszcza teraz, których nie sposób nie zauważyć i przejść obok nich bezstresowo, ale zatroszczmy się o siebie - i dajmy sobie w prezencie czas na „ luz” .
Na zapomnienie , na pobujanie w obłokach - sytuacja przez to ani się nie polepszy, ani nie pogorszy - ale nasze ciało będzie nam zdecydowanie za to wdzięczne i lepiej przygotowane na inne kryzysowe sytuacje.
Kiedyś też myślałam, że jak na chwile stracę kontrolę
i przestanę się o wszystko zamartwiać - to życie mi się wymknie spod kontroli , nic takiego się nie dzieje.
Pół godzinki , jedna godzinka z dwudziestu czterech - spędzona z głową w chmurach, bez telefonu, telewizji i innych
„ umilaczy” działa cuda.
Świat stamtąd wygląda piękniej - wierz mi.
A tego nikt inny za nas zrobić nie potrafi - tylko my sami.
Masz swoje sposoby? Podziel się proszę.
Taka sobie refleksja
Chyba każdy z nas, ma w swoim życiu taką pamiętną datę, (albo i kilka) która zmieniła bieg historii jego życia.
Takiej daty, nie da się zapomnieć - można jedynie spojrzeć wstecz i zobaczyć, dokąd ten przełom nas
poprowadził.
Czasem trzeba po prostu zrobić coś - co jest nie do końca zrozumiałe, by po latach okazało się, że w tamtym momencie - innego wyjścia nie było.
Na tyle wtedy było nas stać…i myślimy - może gdybym wtedy wiedziała, to co wiem teraz, może gdybym wtedy miała taką mądrość i odwagę, jaką mam teraz… ale nie wiedziałam i nie miałam.
Czasem zabraknie sił lub zwyczajnej jednej pomocnej ręki,
albo jednego - dosłownie jednego słowa
i trzeba podejmować błyskawiczne decyzje,
które wpływają na dalsze losy nasze i innych osób.
Potem myślisz -mogło być inaczej… nie - widać nie mogło.
Gdyby mogło - to zamiast osądzania i skazywania na potępienie, padłoby proste pytanie " dlaczego" .
Ale czasem nie pada - bo tak prościej - nie wiedzieć,
skazać, potępić, osądzić.
Ale Ty wiesz, że wtedy zrobiłeś tyle ile w Twojej mocy - ani więcej, ani mniej bo każdy z nas na daną chwilę ma taką wiedzę i taka moc - jaka jest właśnie potrzebna.
Takie zrozumienie - przychodzi z czasem
bo to przecież " czas nas uczy pogody"
To dzisiejsza data skłoniła mnie to takiej refleksji, pewnie i Ty drogi Czytelniku - masz w pamięci niejeden taki przełom.
Podziel się proszę















