Wirus życzliwości



Zdjęcie dostałam od mojej koleżanki Basi
(Bad Rappenau Park Zdrojowy)

Epidemia życzliwości
 od dziś niech zagości 
Spróbuj wysłać maleńkiego
wirusa życzliwego 
Jeden uśmiech z twojej strony 
niech będzie szybko dalej 
przeniesiony 
Albo zaskocz dzisiaj  kogoś 
zwykłym słowem miłym 
by się słowa dobre
 szybko pomnożyły
Potem zobaczymy kto kogo
  pokona 
Bo wobec tej pandemii
nie ma szans „korona” 

Masz może wrażenie, że...




...teraz jest czas na 
poznawanie
siebie od początku
bez poczucia 
że coś było nie tak
Teraz jest czas na 
przytulenie 
swojego serca
i powtórzenie że
teraz już wszystko
 będzie dobrze 
a nawet lepiej
bo przez to "sito" przejdzie tylko
 to
co najbardziej wartościowe
Ja mam takie wrażenie
 To też TEN czas
by przestać skakać jak małpka
by zadowolić innych
i zobaczyć komu tak naprawdę
na tobie zależało


Leśna refleksja i Bajka o diamencie




Byłam dzisiaj w lesie… ja i drzewa… 
JA i drzewa. 
JA… bez łatek, bez opinii, bez zdań na mój temat.
JA - Gabrysia...
 Bez szufladek, do których mnie włożono, bez zdań, które na mój temat sobie wypracowano. 
Byłam ja, drzewa i błękit nieba nad nami.
Cudne to było uczucie, próbowaliście kiedyś ?
 Nie być tym, kim Was widzą inni, kim myślicie, że jesteście - bo tak Wam powiedzieli. 
To tak jakby fruwać w obłokach - bez balastu, który uwiązano nam u stóp.
Bo każdy z nas miał przecież jakieś swoje JA, zanim nadano mu imię nazwisko, numer pesel i zanim powiedziano mu - czy jest dobry, czy zły, ładny, nieładny, miły, niemiły... - prawda?
Zanim go osądzono i zaszufladkowano.
Bo każdy jest, jak czysta kartka, na której inni z taką łatwością potrafią wypisywać swoje mądrości,
 zamiast zająć się swoimi kartkami. 
Ile tak naprawdę NAS jest w nas, a ile chęci przypodobania się innym , bo coś „ wypada”, a coś nie…
Tyle czasu zostało nam dane teraz, zostajemy  bez makijażu, z nieufarbowanymi włosami, kto robi paznokcie - pewnie ma tam jakieś zniszczenia - które z pewnością nie wyglądają pięknie.
 I trzeba z tym żyć, trzeba spojrzeć na swoje prawdziwe oblicze i przypomnieć sobie - siebie, sprzed tego wszystkiego, zanim nauczyliśmy się ról zadanych przed życie.
Zanim schowaliśmy się pod makijażem i innymi pancerzami.
A może też czas pomyśleć o innych, których czasem oceniamy tylko wg „swojej” logiki, tego programu, który mamy wgrany.
Nie ma człowieka na ziemi, który nie skrywa swojego lęku 
i w jakiś bardziej udany, lub nieudany sposób go tuszuje. 
A tu nagle nie ma jak… każdy zostaje w swojej prawdzie - nieraz brutalnej. 
Jest takie powiedzenie, żeby nie osądzać kogoś - dopóki nie przejdzie się kilku mil w jego butach, a nam tak łatwo przychodzi osądzenie, że ten czy tamten zachował się
 „ nieetycznie”.
Dla kogo nieetycznie ? Dla nas ? Dla społeczeństwa? 
Co my o nim wiemy? Co nim kierowało…
Czy dajemy szansę na wyjaśnienia? Ile taki człowiek musi przecierpieć, gdy zostaje w swojej bezradności, bez możliwości jakiegokolwiek wyjaśnienia, skazany na dożywotnie bycie tym „ złym”.
Do tych i innych refleksji, skłoniła mnie cudowna bajka, którą bardzo często opowiadam dzieciom na spotkaniach i chcę się nią z Wami podzielić. 
Ufam, że teraz każdy będzie miał chwilkę żeby jej wysłuchać i chwilę podumać :)


A Ty?... Jakie były Twoje marzenia?( Dzień 3 na wyspie)

Kolejny dzień na naszej wyspie, poświęcony był wspominaniu marzeń z najwcześniejszych lat dzieciństwa i konfrontacji ich z późniejszym życiem . A wspominać było co... ile nas - tyle różnych scenariuszy, a co z nich zostało... oto fragmenty rozmów przy ognisku,  zobaczcie sami... 


Marzenia... Kolorowy świat czeka już na Ciebie - nic tylko iść.
Wiesz już, że będziesz najlepszą nauczycielką, mamą malarką, sprzedawczynią - lepszej nie będzie , bo to Ty jesteś stworzona do tego.
Wiesz już, że jak zaczarowana oglądasz obrazy i ręka sama sięga po kredki, farby.
Z nosem przy szybie obserwujesz sklepowy ruch i panie - pakujące różności, wiesz że potrafisz, że chcesz.
Układasz lalki, misie w równych rządkach - by je nauczać , bo nauczycielka - to Ty w przyszłości.
A z zestawem „ Mały lekarz” po prostu się nie rozstajesz i widzisz już siebie w białym fartuchu lekarskim, pielęgniarskim...
Ty jedna wiesz, co dla Ciebie zostało przygotowane - jaka droga spełnienia...
Wtedy to wiedziałaś... czy jesteś teraz w tym miejscu? Jeśli tak - to cudownie, a jeśli nie, to pomyśl... przypomnij sobie, bo to ważne, może świat jeszcze czeka na to, aż odkurzysz pianino, farby, czy wyjmiesz książki, a może pomaganie innym - choć bez fartucha - sprawia, że czujesz, że żyjesz?
Wróć pamięcią do tamtych marzeń i zobacz siebie z wysuniętym z przejęcia językiem - bo cała żyjesz tym - co robisz najlepiej - co widzisz? 



…”Jak sięgam pamięcią chciałam być zakonnicą. Nie dlatego, ze byłam szczególnie religijna, podobał mi się strój zakonnicy i sposób bycia.
Wszystkie zakonnice miały zwiewne szaty, oryginalne nakrycia głowy i delikatne ręce.
Przeszło mi, gdy uświadomiłam sobie, ze tak ubrana mam chodzić całe życie. Chyba budziła się we mnie kobieca próżność.
Trochę później marzyłam by zostać archeologiem, ale jeździć koniecznie na badania do Egiptu. Gdy i to upadło, bo cóż jeszcze można odkryć w Egipcie, marzyłam by zostać pisarką. Coś tam zawsze pisałam, nawet pamiętnik, ale stwierdziłam, że zbyt mało wiem i widziałam, by pisać książki”…


…”w moim życiu było marzenie, które rosło razem ze mną, a którego znaczenie odkryłam około czterdziestki.
Zawsze marzyłam o tym, żeby BYĆ KSIĘŻNICZKĄ.
Jesteś w błędzie, jeśli myślisz, że chodziło mi o bogactwo, piękne stroje, klejnoty, bale. 

Wyobrażałam sobie, że Księżniczkę wszyscy zauważają, zaspakajają jej potrzeby, a nawet zachcianki. Cały świat leży u jej stóp.
Niestety, mnie zawsze było bliżej do Kopciuszka przed przemianą, niż do Księżniczki. Czułam się niewidzialna i skrzywdzona przez los. 

Pewnego razu odkryłam, że:
MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ, MARZENIA SIĘ SPEŁNIA! 

POCZUŁAM SIĘ KSIĘŻNICZKĄ, gdy POKOCHAŁAM SIEBIE TAKĄ, JAKĄ JESTEM, DOCENIŁAM SWOJĄ WARTOŚĆ I ZACZĘŁAM SIĘ NAGRADZAĆ”…



…”Pamiętam jak brałam szczotkę do włosów lub dezodorant i przed lustrem udawałam różne piosenkarki.
Niestety nie tą drogą dane było mi pójść.
Moim największym marzeniem było jednak zostać lekarzem. 

Bardzo chciałam ratować ludzi chorych na nowotwory.
Pamiętam, jak po kryjomu w pokoju pobrałam sobie sama krew!!!!!!
Niestety z przejęcia ,że się udało, zapomniałam odwiązać gumkę z przedramienia i wyjęłam igłę. Ku mojemu zaskoczeniu krew trysła na firankę jak fontanna ha ha ha. Miałam dużo szczęścia, że mnie nikt nie przyłapał, bo trudno byłoby to wytłumaczyć. Uspokajam, że igła była nowa i sterylna.
Po tym doświadczeniu wiedziałam już, że to ta droga.Niestety z braku miejsc nie dostałam się do liceum medycznego”…

…”Jako mała dziewczynka dużo czasu spędzałam w szpitalu. Otoczenie medyczne spowodowało, że chciałam zostać lekarzem. Moje zabawy polegały na leczeniu lalek, wypisywaniu kart zdrowia miśków. Życie potoczyło się inaczej...Inne wykształcenie, praca w innej branży. Jednak nie zmienia to faktu, że czuję się spełniona. Nie pracuję w branży medycznej, jednak swoje serducho w całości oddałam działalności społecznej. Bezinteresownie pomagam innym osobom, którym przyszło zmagać się z chorobami reumatycznymi. Gdy usłyszy się od drugiej osoby, że dzięki nam odzyskuje powoli chęć do życiu. Nie ma piękniejszej nagrody”…


…”Kiedy mama zmieniała firanki, ja z tych brudnych robiłam na podłodze posłanka dla lalek i pilnowałam , by nie rozmawiały. Byłam panią przedszkolanką.
I byłam nią faktycznie, na początku mojej dorosłej życiowej drogi, ale niestety potem nie skończyłam zaocznego wychowania przedszkolnego i po urodzeniu dziecka - już do przedszkola nie wróciłam. 

Potem pamiętam moje śpiewy do uchwytu skakanki, bo przecież koniecznie musiał być sznurek od „ mikrofonu”. 
Śpiew też towarzyszył mi kilka lat, był zespół religijny, potem chór - kochałam to.
Były też rajstopy wciągnięte na głowę, które miały imitować welon siostry zakonnej”…



…”Wyobrażałam sobie, że jestem księżniczką, mieszkam w pięknym pałacu i z każdej strony jestem obsypywana kwiatami. 
Biegam po łące pełnej kwiatów, leżę w kwiatach, każdy zachwyca się mną i podziwia. Potem wyobrażałam sobie, że jestem super bohaterką, jestem odważna, bronię 
słabszych przed złymi mocami, walczę z groźnym smokiem i dzikimi zwierzętami.
W wyobraźni byłam ubrana w zbroje i miałam pięknego czarnego rumaka.
Potem pojawiły się marzenia bardziej przyziemne, chciałam zostać sławną piosenkarką. Brałam z kuchni kule do ciasta i śpiewałam, co mi w duszy grało, zazwyczaj były to pieśni kościelne, albo piosenki Natalii Kukulskiej. 

Chciałam też być lekarzem, leczyłam wszystkie misie i lalki, a nawet kurczaczki i małe króliki, niektóre niestety tego nie przeżyły”…


…”Dużo śpiewałam, wszędzie gdzie się dało, z końcówką skakanki w ręku.
Jeszcze jako nastolatka, na koloniach śpiewałam ballady i uwielbiałam ten moment, gdy kończyłam śpiewać i było widać takie zadumanie u słuchaczy, jakby jeszcze dalej mnie słuchali.
Kochałam to robić i tak sobie wyobrażałam moje życie.
Nie pamiętam, co takiego się stało, że przestałam śpiewać.
Dalej kocham muzykę, lubię sobie cicho podśpiewywać, ale to już nie jest to samo.
Kolejne marzenie, to chęć zostania adwokatem.
Zawsze byłam i jestem dalej bardzo wrażliwa na krzywdę, która się dzieje ludziom
 i zwierzętom, ale do tego, jakoś z nauką nie było mi po drodze. 
Ze względu na mój wysoki wzrost ,wypatrzyła mnie któregoś dnia w szkole trenerka koszykówki i tak się zaczęła moja historia z koszykówką.
Ale nie miałam marzeń w tym temacie”…


…”Gdy sięgam pamięcią w czasy dzieciństwa,  to widzę moją wagę sklepową, którą zrobił dla mnie mój chrzestny. Waga była z odważnikami w komplecie ,a  mój młodszy brat, był moim stałym i chyba jedynym  „ klientem” .
Bywałam też panią przedszkolanką, ponieważ bardzo lubiłam opiekować się dziećmi młodszymi od siebie. 
Etap marzeń o byciu zakonnicą, także  w życiu miałam, ponieważ lubiłam często chodzić do kościoła i podobało mi się życie sióstr zakonnych.
Z tego wszystkiego - moim przeznaczeniem jednak, okazała się praca w sklepie , gdzie znalazłam się przez przypadek. 
Miało to być miesięczne  zastępstwo w warzywniaku , które przedłużyło się o… trzydzieści lat. Widać to było mi przeznaczone”…



O szczęściu




Bliżej mi jakoś do siebie
bo... ciszej
W tej ciszy więcej słyszę
Bliżej do moich aniołów
bo... wolniej 
W tym zwolnieniu 
lepiej je czuję i widzę
Bliżej do słowa dziękuję
bo teraz wiem
za co
i choć zawsze wiedziałam 
ze słowem tym nie byłam 
nigdy 
tak zaprzyjaźniona
jak teraz 
Brzmi ono
 z każdym świtem
 i z każdym wieczorem
coraz piękniej i dźwięczniej
Dziękuję za tu i teraz 
I to jest właśnie 
szczęście... 


Jaki czas - taka Nadzieja



Nadzieja zawsze była moją 
przyjaciółką
i tak już zostanie
Nadzieja 
wiosną soczyście zielona
w wyhaftowanej miłością 
sukience
Nadzieja w wianku z kolorowych 
wiosennych kwiatków 
na swojej trochę zwariowanej 
głowie
była jest i będzie 
częścią mojego życia
Nadzieja na powroty
na spotkania
na życzliwe gesty
na pamięć
A teraz jeszcze 
na moc wirusa 
w łamaniu
ludzkiej dumy uporu i zawziętości
Bo jakie czasy… taka nadzieja
Mam to szczęście 
że nie muszę jej szukać daleko
ona trwa 

Bywa i tak...


 Dziś mam gorszy dzień - taki wiecie , do przepłakania…
Mądrzy ludzie powiadają, że emocjom trzeba dać wybrzmieć, no to „ popłynęłam”...
Po pierwsze od tygodnia mam potworne bóle głowy, połączone z podrażnieniem nerwu trójdzielnego ( kto wie o czym pisze - to wie, kto nie wie - niechaj się cieszy, że nie wie…) 
Normalnie mam z tej okazji serie zastrzyków no ale… ale dawałam radę, póki nie ogłosili zakazu wstępu do lasu, który pusty stoi mi pod domem i płacze ze mną.  
To z jednego z ostatnich spacerów

Na "dobicie" - zrobiłam dzisiaj bilans połączeń wychodzących i przychodzących w ciagu ostatniego miesiąca, który wypadł słabo, wręcz tragicznie. 
Wyszło, że - słownie -  cztery osoby są zainteresowane tym - co u nas- włączając w to męża, który czasem dzwoni z podwórka i pyta czy już jest kawa ;)


Postanowiłam na jakiś czas te wychodzące zawiesić i… poczekać. 
Usłyszałam ostatnio, że to dobry czas na weryfikację wszystkiego. 
Musze przemyśleć…

No dobrze… popłakałam to czas na coś radośniejszego.
Tyle razy słyszałam, że moje pisanie jest pastylkami na dobre samopoczucie, że teraz przychodzą do mnie pastylki z  powrotem  i to w najbardziej odpowiednim czasie. 
Ewuniu - dziękuję za te słowa, nawet nie wiesz, jak bardzo były mi potrzebne…


Czy książki leżą odłogiem? Nie całkiem- znalazłam dla nich inne zastosowanie i myślę, że dużo dobrego dzięki temu zdziałamy ja i one…


I oczywiście czytanie, które kontynuuję i proszę Was 
o przekazywanie mojej "play listy" dalej i zachęcanie do subskrybowania .

DLA DZIECI


DLA DOROSŁYCH
A propos tego telefonu to chciałam wam przypomnieć wiersz, który napisałam z zupełnie innej okazji - ale jak najbardziej teraz jest aktualny. 


Miejcie się zdrowo i bezpiecznie kochani 


Dzień drugi na wyspie - "Przebudzenie serca"

Zapraszając na wyspę osiem cudownych  kobiet, 
które poznacie 

i
Nie miałam pojęcie, w jakim kierunku pójdzie, a raczej zatrzyma się świat.
Na naszej wyspie, wszystko dzieje się tak - jak było zaplanowane. Przygoda trwa, oto migawki z kolejnych kobiecych zwierzeń przy ognisku. Tym razem "na tapecie" pierwsze miłości...


Dorosłaś.
Poczułaś pierwsze nieśmiałe drżenia twojego serca. Miałaś wtedy może piętnaście, szesnaści lat. 
Stawałaś się młodą kobietą ,a serce to wiedziało pierwsze.
Jeszcze zanim dobrze Ty o tym pomyślałaś – ono już fruwało razem z motylami w Twoim brzuchu.
Było tak? Było prawda? 
Bo my wszystkie czujemy tak samo, kochamy tak samo, a nasze serca zawsze są o jeden krok przed nami.
Zamknij oczy i zobacz ten moment – gdy zawirował świat i ten pierwszy, nieśmiały pocałunek – gdy świat się zatrzymał. 
Co było dalej?
Przetrwało,?.. a może wróciło po latach? A może Wasze drogi już nigdy się nie skrzyżowały?..
A teraz posłuchaj innych historii, zobaczysz w nich może siebie... 


…”Lektura zasiała we mnie ziarenko miłosnej, niespełnionej tęsknoty, która już wkrótce miała zostać utulona przez pierwszy skradziony pocałunek.
Pamiętam jak dziś: ciepły wieczór, spacer z kolegą i jego nagłe objęcie, muśnięcie warg...nogi ,,z waty”, ,,motyle w brzuchu” i na koniec niezręczna cisza”…

…”Trwało to jakiś czas... ale potem się jakoś rozeszło, rozpłynęło. Odległość pewnie zrobiła swoje, ale jego obraz wyrył mi się w sercu na długo.
Dalszy ciąg tej historii jest taki, że w czasach gdy nastała Nasza Klasa - znalazłam go i napisałam wiadomość prywatną.
Radość obu stron była ogromna. Wymieniliśmy później kilka serdecznych wiadomości, nawet numerami telefonów się wymieniliśmy.
Opowiedzieliśmy sobie o tym, co w życiu przeszliśmy ( okazało się, że nasze losy były bardzo podobne) i mieliśmy się spotkać, gdy kiedyś z mężem pojedziemy w Beskidy. ( A serce głupie nie jest i na myśl o tym spotkaniu się dziwnie ożywiało)
Datę jego urodzin pamiętam do dziś i kiedyś weszłam na Naszą Klasę by złożyć mu życzenia, a tam... podziękowania za udział w pogrzebie składała jego żona”…

…”Nadchodzi czas, gdy nieśmiało kończy się dzieciństwo, a w nasze życie wkracza dorosłość... Stajemy się coraz bardziej samodzielni, mamy swoje towarzystwo, doświadczamy pierwszych miłości. Jest to czas niewątpliwie wyjątkowy, który się nie powtórzy... Stawaliśmy się wtedy pięknymi motylami, które były gotowe rozpocząć swoje nowe, dorosłe życie... 
W wieku nastu lat doświadczamy pierwszych miłości, pierwszego szybszego bicia serca. A co się dzieje, gdy nie ma czasu, lub odpowiedniego momentu na pierwsze zakochanie? Czy wtedy możemy być w pełni szczęśliwi? Czasami życie nas zaskakuje, potrafi napisać najbardziej zaskakujący scenariusz, którego nie powstydziłby się nawet najlepszy literat”… 

…”Od początku zabawy czułam, że przygląda mi się jeden chłopak. Stałyśmy przy bufecie, gdy zaczęli grać wolne melodie. Podszedł wtedy i zaprosił mnie do tańca, pięknie pachniał, ładnie był ubrany, o ile pamiętam był blondynem.
Zawsze uważałam się za szarą myszkę, więc nawet mnie zdziwiło, że taki chłopak akurat na mnie zwrócił uwagę. Gdziekolwiek zniknęłam, do kogokolwiek przysiadłam on zawsze mnie znalazł i właściwie tańczyłam wtedy tylko z nim. Wydawał mi się wtedy taki szarmancki.
Tańczyliśmy przytuleni, mało rozmawialiśmy, nawet imienia nie pamiętam...
Zabawa skończyła się, nie było wówczas telefonów komórkowych, w małych miastach nie każdy w ogóle miał telefon. Wróciłam z koleżankami do domu, on pewnie z kumplami i nie spotkaliśmy się nigdy więcej.
Może to i dobrze, bo później poznałam mojego przyszłego męża, ale ta przygoda połechtała mile moje kobiece ego i już inaczej patrzyłam w lustro”… 

…”Miałam wtedy około 18 lat. Spotykałam go w klubie sportowym, lub na imprezach. Byłam najspokojniejszą z całej grupy dziewczyn, najmniej przebojową, wydawało mi się, że najmniej urodziwą.
Ale to ze mną rozmawiał, to ze mną chciał tańczyć przytulając się delikatnie i muskając ustami moją szyję, czy tylko obejmując dżentelmeńsko podczas snu po imprezie i nie narzucając się z niczym więcej. 
Oj motyle fruwały wtedy całymi stadami.
Potem doszło do mnie, dlaczego wybrał mnie.
Byłam bardzo podobna do jego... żony, którą zobaczyłam pewnego dnia , podczas meczu, gdy grał i machał do niej.
Motyle zmieniły się w ciernie, które raniły moje wnętrze”…




…”Pierwsze motyle w brzuchu, pojawiły się za sprawą pewnego chłopaka z mojej szkoły podstawowej.
Pamiętam, jak zaprosił mnie na randkę po raz pierwszy.
Towarzyszyło mi bardzo dziwne, wtedy nie do końca zrozumiałe uczucie. 
To był czas nieśmiałego trzymania się za ręce, pojawił się też pierwszy pocałunek. Pamiętam spacery po naszym parku, nawet zapach magnolii, która rosła przy wejściu do niego. To był czas niewinności i radości.
To była moja pierwsza szkolna miłość, jeżeli tak można nazwać to uczucie.
Myślę jednak, że w tym wieku słowo miłość to zbyt wiele.
Prawdopodobnie, każda z nas pragnęła zawsze być tą jedyną, najważniejszą”…

…”Nasza znajomość kwitła i nim się spostrzegłam ,wakacje dobiegły końca.
Tam mi było dobrze, tak mi było szkoda wyjeżdżać,
Rafał też nad tym ubolewał. Wymieniliśmy się adresami i obiecaliśmy, że będziemy pisać do siebie listy.
W końcu nadszedł ten dzień, on odjechał do swojego miasta, a ja do swojego.
Pisaliśmy listy, umawialiśmy się, że następne wakacje spędzimy razem , ale po kilku miesiącach kontakt się urwał. Nie dostawałam odpowiedzi na kolejne listy.
Pomyślałam sobie ,że pewnie znalazł sobie nową dziewczynę i o mnie zapomniał.
Kilka miesięcy później, moja kuzynka napisała do mnie, że Rafał zginął w wypadku. Wracał wieczorem i potrącił go pijany kierowca. 
Było mi bardzo przykro, że nikt nie dał mi znać.
W pamięci i sercu pozostał ten jego czarujący uśmiech i ruda grzywa falująca na wietrze”… 


…”Był bardzo miłym i schludnym chłopakiem, jak się później okazało - zbyt schludnym , bo mojemu tacie bardzo nie podobały się jego wypielęgnowane dłonie. 
Tata mówił, że  jak widać  - nie chce mu się pracować. Mama była nim zachwycona, bo był grzeczny, kulturalny i dużo z mamą rozmawiał. 
Często przyjeżdżał do nas i zabierał mnie na spacery. 
Mój tata od samego początku próbował mnie do niego zniechęcić i nawet nadał mu przydomek Agapit, od bohatera zabawnej kreskówki z ówczesnego dziennika Zachodniego.
Potem okazało się, ze tata miał rację, bo ten „ Agapit” miał wobec mnie nieco inne plany, na które ja nie byłam jeszcze gotowa i podczas jednego ze spacerów pochwalił się, że ma  też inne dziewczyny.
Ale los i tak już przygotował mi inną drogę, bo w międzyczasie mój późniejszy mąż , zakochał się w… moim zdjęciu, gdy był z wizytą u brata i bratowej”…

Nauczka od Świata



Takie właśnie są sytuacje
 kiedy myślisz że zawsze 
i we wszystkim 
masz racje 
Kiedy w gości przychodzisz
 i zostajesz
 bo wszystko się tobie należy 
tak ci się tylko wydaje
 Gdy zamiast grzecznie
 korzystać
 z gospodarza gościnności
 zachowujesz się jakby to były
 prywatne twoje włości 
Pewność siebie cię w końcu
 gubi 
bo gospodarz już cię po prostu... 
nie lubi 
Z hukiem drzwi otwiera wkurzony
 a ty jeszcze próbujesz być
 obrażony 
Dopiero gdy obity leżysz 
na schodach 
rozumiesz że skończyła  się twoja
przygoda 
A kiedy wyleczysz ciało 
i umysł 
poraniony 
zmądrzejesz i wrócisz 

całkiem 
odmieniony 

Wdzięczność





To milczenie
 miało być za karę
Miało być 
„bo tak”
miało być…
Ale nie jest

A teraz została wdzięczność 
dla tych którzy
kiedyś już 
na siłę 
zaprzyjaźnili mnie
z tym 
co teraz nosi imię 
Kwarantanna 
Większej i lepszej przysługi
nikt i nic w życiu mi nie mógł mi
 wyświadczyć
A jednak sprawdza się
„ co nas nie zabije…”
Teraz dopiero widzę 
jaka jestem umięśniona...

Oswajamy kwarantannę

Kochani 
Jak jest każdy widzi, jak będzie tego nie wie nikt.
Dobrze będzie - innej opcji nie przewiduję.
Póki co, siedzę i dumam i z tego dumania oraz z pomocą dobrych duszków, wpadł mi do głowy pomysł.
Jak wiecie, bez spotkań z czytelnikami - ciężko mi się żyje i czuję się jak ta mimoza - co jej światła zaczyna brakować. I znalazłam sposób, aby poczuć się potrzebna i częściowo przynajmniej spełniona.
Będę czytała dzieciom moje książeczki , zrobię z tego cykl filmików, wzbogacony o różne konkursy. 
Nagród ci u mnie dostatek ;)
Dzisiaj nagrałam filmik pierwszy i utworzyłam na YT playlistę, pod nazwą Gabrysia dzieciom, gdzie będę zamieszczała
 kolejne odcinki.
Wiem, że dzieci teraz siedzą w domach, ale przecież nie samymi lekcjami online żyją.
Postanowiłam umilić im ten czas. Na ile mi się to uda - zobaczymy, pomysły namnażają się w mojej głowie - ekspresowo.
Prośba jest taka do Was kochani
Polecajcie mój kanał dalej proszę, bo i dla dorosłych „plasterki „
 na trudny czas - też się tam znajdą.
Jeśli macie znajomych, z dziećmi - to prośba tym bardziej gorąca.
Po tym, jak pomysł spłynął do mojego serca - aż mi się lepiej oddycha, bo przyznam, że żyłam kilka dni,  w lekkim stuporze.
Ale już się rozkręcam i myślę, że każdy z nas prędzej czy później ruszy do przodu w tej nowej rzeczywistości, 
która mam nadzieję długo u nas nie zabawi.
Ściskam Was wszystkich i każdego z osobna