Na Wyspie - Spotkania z Aniołami





Spójrzcie na rozgwieżdżone niebo - wygląda tak, jakby przez dziurki w suficie świata , przedostawało się niebiańskie światło.

Myślicie , że to tamtędy na ziemię spadają Anioły?
Bo że spadają - to nie ulega wątpliwości. Potrafią czasem wyglądać tak zwyczajnie, że dopiero po czasie można się zorientować - z kim miało się do czynienia.

Moje spotkanie z Aniołem, doświadczenie anielskiej pomocy - czyli - anielska ingerencja w moim życiu...


..."Raja – Anioł w psiej skórze – przybyła do naszego domu jako szczenię, a przyjechała z odległego Sandomierza. Była wymarzonym psem córki, ale po jej wyjeździe na studia, to ja stałam się jej wybranką.
Raja pojawiła się w naszej rodzinie w momencie, gdy trudno nam było wzajemnie znaleźć wspólny język, a dom nie kojarzył się z familijnym spokojem, raczej był tylko miejscem do jedzenia i spania...
I nagle wszystko się zmieniło.
Szczeniak był rozkoszny, ale bardzo absorbujący, wszędzie go było pełno. Psocił, ale jednocześnie wnosił wiele radości. Raja nie pozwalała nam na pozostawanie w swoich kątach, siłą rzeczy znowu zaczęliśmy wspólnie spędzać czas, a nawet rozmawiać ze sobą.
Pies nauczył nas ludzkiego języka. Nie miałam pojęcia, jak czule potrafi przemawiać mój mąż, jakie pokłady empatii ma moja córka i jak opiekuńczy, i odpowiedzialny może być mój syn. Wiele też dowiedziałam się o sobie, był to czas nauki cierpliwości, tolerancji i wrażliwości. To był etap otwierania się na dawanie i przyjmowanie miłości, na otaczanie troską siebie i innych.
Po 9 latach nasz psi Anioł uznał, że wykonał już swoje zadanie.
Na skutek choroby nowotworowej Raja odeszła, ale przed śmiercią bezpowrotnie uzdrowiła ,,raka” naszej rodziny"'...


..."Nosiłam w sobie sporo swoich i nie swoich win, wprost uginałam się pod ich ciężarem, a sama tego nawet nie dostrzegałam.
Ale dostrzegł ON - Anioł w ludzkiej skórze , zatrzymał mnie wśród tłumu ludzi, złapał za ramiona i powiedział jedno zdanie
„ dziewczyno wyluzuj, bo zawał murowany”.
Dźwięk tych słów mam w uszach do dziś, choć było to ponad dziesięć lat temu.
Znikł i nigdy więcej go nie zobaczyłam.
Nie wiem kim był i nie wiem, co robił na Targach Zdrowia - ale zmienił moje życie, a raczej nastawienie do niego o sto osiemdziesiąt stopni.
Wtedy zrozumiałam, że wcale nie chcę umierać na zawał, a sama sobie taką drogę ścielę. To jemu zawdzięczam to, że teraz potrafię cieszyć się tym co mam- każdym momentem i każdym nowym dniem. ( Choć początkowo, był to tylko strach przed zawałem)
To jemu zawdzięczam także to, że w końcu zainteresowałam się sobą i przestałam sama siebie dręczyć, jakbym było najgorszym swoim wrogiem , a nie przyjacielem.
Aniołem jest także, a może przede wszystkim mój mąż - bo takich ludzi jak on - nie spotyka się na codzień.
Mało tego, że kiedyś prawie uratował mi życie, to jeszcze potrafił uczynić z niego Niebo na ziemi.
Z pewnością było ich - Aniołów - więcej, ale tym dwóm tak naprawdę zawdzięczam swoje ocalenie"...

..."Anioły w moim życiu... Z ręką na sercu muszę przyznać, że spotkałam ich wiele.
Kiedyś od mojej przyjaciółki usłyszałam: Ty to masz szczęście do spotykanych na swojej ścieżce osób... Mimo, że los wielokrotnie mnie kiereszował i doświadczał, zabierał bliskie mi osoby to jednocześnie Niebo zsyłało pocieszycieli... Nigdy nie byłam samotna.
Gdy leżałam w łóżku ze złamaną nogą, gdy zmarł mój ukochany tata.
W tych bolesnych momentach wiedziałam, że mam blisko siebie Anioły.
Te w ludzkiej postaci, do których mogę zadzwonić, wypłakać się lub po prostu porozmawiać.
Słowa wsparcia, pocieszenia spowodowały, że stawałam się silniejsza, zaczęłam wierzyć, że jeszcze wszystko jest możliwe.
Moje anioły, to kiedyś obce mi osoby, nieznane, ale poznawałam je coraz bardziej, bliżej i to one stawały się powiernikami moich sekretów.
Gdy leżałam w szpitalu po operacjach, zawale serca – moje Anioły dzwoniły i odwiedzały mnie. W takich momentach docenia się życie, przyjaźń, moc słów drugiego człowieka. Wierzę głęboko w to, iż Anioły nigdy mnie nie opuszczą i będą trwały przy mnie, na dobre i na złe, śmiejąc się ze mną lub płacząc, gdy będę musiała po raz kolejny walczyć z przeciwnościami losu...."

..."Możemy to różnie nazywać - przypadkiem, zrządzeniem losu, szczęśliwym trafem... Wierzę jednak, że każdy ma swojego Anioła, który nad nim czuwa lub spotyka ludzkie Anioły, dzięki którym nasze życie nabiera sensu i kolorów.
Bardzo podoba mi się żartobliwe ostrzeżenie dla kierowców:
"Pamiętaj, by nie jechać szybciej, niż twój anioł stróż potrafi latać"
Opisywałam kiedyś na blogu pewne zdarzenie z udziałem anioła. Jechaliśmy na wycieczkę autem. Drogą jak zwykle. Nagle zaproponowałam mężowi,by skręcił za drogowskazem, pokazującym trasę na stary drewniany kościół.
Zwiedziliśmy, zrobiliśmy zdjęcia - całe pole przebiśniegów i pojechaliśmy dalej.
Tuż przed tym, jak wróciliśmy na trasę zdarzył się wypadek drogowy, mogliśmy tam być, ale skręciliśmy by zobaczyć zabytkowy kościół i te przebiśniegi...
A ludzkie anioły?
Spotykam je codziennie i aż boję się zapytać samą siebie, czym na ich obecność zasłużyłam..."

..."Było to bardzo dawno temu, wracałam chyba wieczorem z kościoła , kiedy zobaczyłam mojego syna. Był w bardzo nietypowym miejscu i szedł w nietypowym kierunku.
Miał o tej porze wracać z pracy do domu - lecz nie było to ani to miejsce, ani ten kierunek. Wiedziona matczynym niepokojem postanowiłam zobaczyć, dokąd on zmierza, oczywiście tak, żeby mnie nie zauważył.
Okazało się, że starsi koledzy wykorzystali syna , żeby zrobił im monopolowe zakupy , z tego co zdążyłam usłyszeć zabrakło mu pieniędzy na ilośc alkoholu - jaką sobie koledzy zażyczyli.
Stałam niewidoczna dla nich i zobaczyłam, że zaczęli robić się agresywni względem syna, mieli pretensje, że nie dołożył swoich pieniędzy, a on im tłumaczył , że nie miał.
Po chwili zaczęli wstawać i byli coraz bardziej agresywni. Nie wiem skąd we mnie było wtedy tyle odwagi , że wyskoczyłam i ich wszystkich dałam radę przestraszyć i przegonić. Wiem jedno, mogłam wracać z kościoła inną drogą, albo w ogóle do niego w tym dniu nie pójść.
Do dziś wierzę w to, że to dobre Anioły skierowały mnie w odpowiednie miejsce o odpowiedniej porze...."

..."Anioły zawsze mnie intrygowały.Był taki czas, że zastanawiałam się czy w ogóle istnieją. Z biegiem lat mam pewność, że tak właśnie jest.
Po śmierci męża kiedy miałam załamanie pewnej nocy, poczułam na swoim ramieniu niesamowitą siłę, która uratowała mnie przed największym błędem życiowym.
Wiem, że dzięki temu zdarzeniu jestem dzisiaj z Wami.To było ogromne przeżycie dla mnie i do dzisiaj jak o tym myślę to przechodzą mnie ciarki.
Potem zdarzały mi się różne dziwne sytuacje podobne choć nie tak dramatyczne. Aniołów nie brakuje również w moim życiu.Jest nimi kilka osób dzięki którym się podniosłam z kolan, zobaczyłam, że można ŻYĆ!!!
Tyle dobra ile od nich otrzymałam mogły dać tylko ANIOŁY. Cokolwiek inni myślą, ja wiem, że ANIOŁY istnieją i czy są one bliskimi mi osobami czy też nie, zawsze zjawiają się w odpowiednim czasie i miejscu.Kto wie ,czy któraś z nas nie była lub może będzie dla kogoś takim właśnie ANIOŁEM? Pisząc te słowa myślę o Gabrysi. Ona jest również dla mnie jak ANIOŁ.
Zjawiła się w moim i waszym życiu i cuda się tworzą.Bądźmy wdzięczni za każdego ANIOŁA i nie wątpmy.One istnieją naprawdę..."

..."W swoim życiu spotkałam kilka Aniołów, są to wyjątkowe osoby, wybitne jednostki.
Niesamowite jest to że pojawiały się z nikąd i zawsze w odpowiednim czasie.
W trudnych momentach życia, kiedy wydawało się, że to już koniec przyszedł anioł i pomógł otworzyć drzwi, których wcześniej nie widziałam, pomógł rozwiązać problem, który mnie przerastał.
Były też i są nadal anioły radości, które nauczyły mnie cieszyć się życiem i cenić to co mam, patrzeć pozytywnie i nieść nadzieję, dzielić się dobrem, rozwijać talenty, odważnie kroczyć ku przyszłości .
Takim aniołem swego czasu była moja przyjaciółka Ewelina, z którą dzieliłam się najskrytszymi marzeniami.
Takim cudnym aniołem jest moja siostra, z którą mam świetny kontakt.
W trudnym momencie zesłał mi Bóg anioła w postaci zapomnianego wujka , który jak się okazało jest świetnym terapeutą .
Niedawno też doświadczyłam pomocy aniołów, w postaci moich koleżanek
z pracy, które pomogły mi pomyślnie przejść przez sesję egzaminacyjną...."

Z całością projektu można zapoznać się w zakładce na blogu 

Wiem już... kim nie jestem




Nie jestem... 
workiem treningowym
do wyładowywania na mnie 
swoich frustracji
Nie jestem robotem 
biorącym udział w jakimś dziwnym
 eksperymencie badającym 
moją psychiczną
 wytrzymałość 
I nie zasługuje na to 
aby traktować mnie 
jak bezduszne narzędzie 
o którym można sobie przypomnieć 
gdy  nie ma akurat pod ręką 
niczego atrakcyjniejszego 
A czasem mam wrażenie
 że tak właśnie jestem odbierana
To że dużo zniosę - nie znaczy - wszystko 
Nie ... wszystkiego ... nie zniosę 
i wiem kiedy powiedzieć dość 

Moje - teraz

Drugiej takiej chwili 
nie będzie
Chmury na błękitnym niebie 
Pieszczota wiatru na twarzy 
Zapach lawendy 
Ptasi śpiew
 i to wszystko otulone
 słonecznymi promieniami 
Fotografią mojej chwili 
dzielę się z Tobą 
Podzielisz się swoim 
magicznym i niepowtarzalnym 
„teraz”? 

List do nikąd

List wysyłam w świat
do przeczytania
List taki który smutki i chmury
 odgania
W kopercie oklejonej 
znaczkami - wspomnieniami
niesiony z wiatrem ptasimi 
skrzydłami
Bo ja pomimo upływu lat 
wciąż wysyłam jakieś listy 
w świat
W liście napiszę co mi w sercu gra 
oraz o tym jaka jestem 
dzisiaj ja
Niech przeczyta ten 
kto listu 
jest spragniony
i ten kto codziennością szarą 
już zmęczony
Niech znajdzie każdy 
 pomiędzy wierszami
coś czego najbardziej teraz potrzebuje 
bo czego nie wyrażę słowami
kto chce 
 swoim sercem 
poczuje 

Tymczasem na wyspie - odwiedził nas Doktorek




To już kolejny dzień naszego cudownego pobytu na Bezludnej wyspie. 
Pamiętacie? Osiem kobiet - osiem historii, a może dopisz w komentarzu swoją...
Dzisiaj sobie trochę pomarzymy...
Mamy na wyspie go
cia. Z krótką wizytą wpadł do nas „Doktorek - czarodziej”.
I wcale nie po to, aby uzupe
łnić nasze apteczki, a wrcz przeciwnie.
Nasz Doktorek posiada magiczną ródk, której moe uyć dwa razy dla jednej osoby.
Raz - dla uzdrowienia dolegliwo
ci ciała, a drugi - dla uzdrowienia dolegliwoci „ duszy”
Dolegliwoci, z którymi się zmagasz się na codzie, lub od czasu do czasu -ale dają w kość...i które utrudniają nie raz i nie dwa normalne codzienne funkcjonowanie.
Takich, które przeszkadzają w tym, aby w pełni cieszyć się życiem.
Pomy
l dobrze. Tylko dwa ruchy magiczną ródką i fruniesz , wolna od ograniczeń fizycznych i psychicznych.
Przygotuj dla doktorka wskazówki i wyja
nienie - dlaczego akurat tak, a nie inaczej.
A teraz wyobraź sobie, e wracasz z wyspy uzdrowiona - całkowicie wolna od tego balastu, co wtedy robisz?


..."Z przodu - chora tarczyca, która od 10 lat uprzykrza mi życie, a na dwa lata kompletnie zwaliła mnie z nóg ( mała ale śmiała) , wpływając negatywnie na cały organizm, a tyłu kręgosłup szyjny, z którym zmagam się od dzieciństwa.
Od czasu do czasu przypomina mi on, że mam takie coś jak nerw trójdzielny i pokazuje jak potrafi boleć, a także bólami głowy sprawia, że nieraz potrafię siedzieć - autentycznie - z głową w zamrażarce.
Tak więc - Doktorku - szyja do wymiany i jestem jak nowa :)
A w psychice - poproszę o likwidację lęku wysokości i strachu przed lataniem samolotem - i natychmiast lecę do Paryża napić się kawki, w kawiarnianym ogródku z widokiem na wieżę Eiffla, a prosto stamtąd na gorącą plaże w Portugalii”...

..."Jeśli chodzi o dolegliwości ciała, to zdecydowanie jest to kręgosłup - poczynając od szyi, a kończąc na dole.
Wyłączyło mnie to z życia na 2 lata, myśląc że do niczego się już nie nadaję. Zdecydowanie ułatwiłoby mi to życie, tym bardziej , że już swoje latka mam..:) Kocham
góry, kocham chodzić po górach, w których czuję się wolna.A teraz obawiam się trochę zapuszczać na dalekie wysokie górskie wędrówki, bo jakby mnie nagle ból złapał i nie mogłabym się ruszyć, to pewnie trzeba by po GOPR wzywać, pod warunkiem że zasięg w komórce by był..:)))
Co do potrzeby duszy, to poproszę o napełnienie serca miłością do samej siebie, tak do pełna po brzegi"...

..."W końcu zbieram się na odwagę i wyjawiam Doktorowi, to czego pragnę.

W dzieciństwie miałam wypadek, w konsekwencji, którego moja twarz dożywotnio straciła symetrię oczu i trudno powiedzieć o niej, że była, czy jest ładna.
Bycie piękną mnie ominęło..., więc cudownie byłoby poczuć taki stan i zobaczyć swoją twarz bez skazy. Nie chcę, żeby Doktor mnie odmłodził, bo uważam, że piękno nie ma metryki. Pragnę jedynie spojrzeć w lustro i zobaczyć naturalną swoją 55- letnią twarz bez piętna tego, co wydarzyło się pół wieku temu.
Jest jeszcze jedno, co chciałabym zmienić. Nie wiem, czy jest to przymiot ducha, czy ciała, ale bardzo chciałabym posiadać dar elokwencji. Na samą myśl o tym uśmiecham się do siebie.
Przymykam oczy i widzę, jak stoję na wielkiej scenie, i przemawiam do tłumu ludzi"...

..."Z głowy więc wywodzą się migreny, bóle brzucha, bezsenność, brak humoru, zmęczenie i inne takie.
Gdybym zatem taki doktorek do mnie zawitał, musiałby odczarować chyba głowę, pod warunkiem, że nie zlikwidowałby wiedzy i umiejętności.
Co zrobiłabym z takim darem?
Mogłabym jeść wszystko, spać jak młoda bogini, przestać łykać tabletki, a więc pewnie uroda i humor poprawiłyby się z dnia na dzień.
Pomarzyć warto"... 


..."Z racji mojej choroby zmagam się z bólem od wielu lat.
Nie jest więc zaskoczeniem ,że poprosiłam o odebranie mi go. Ból wpływ na to, jak się toczy moje życie.Towarzyszył mi zawsze, a od kilkunastu lat jest on już i duchowy i fizyczny.
Doprowadził mnie do bardzo skrajnych decyzji.
Odbiera mi radość życia, o które walczę każdego dnia, żeby było jak najbardziej piękne, wypełnione radością i dobrocią.
Oczywiście ciało łączy się z duszą i umysłem.
To co w głowie nie zawsze jest dobre i jasne.Czasem nas ogarnia strach, mrok....Co będzie dalej?Jak to przetrwam?
Wtedy nasze ciało też zaczyna czuć się źle, odczuwamy ból jeszcze bardziej. Ja od lat żyję z pomocą leków.
Bywa, że po kryjomu wycieram łzy, żeby nie martwić najbliższych.
Poprosiłam Doktorka, żeby zabrał ten ból, który mnie niszczy od środka, nie pozwala cieszyć się życiem w pełni.
Mam jeszcze tyle marzeń!!! Chcę mieć możliwość spełniania się i wiem, że bez tego obciążenia będzie to możliwe.
Doktorku zabierz ten ból ode mnie!!! Chcę poczuć się wolna i spełniona"...


..."Ujrzeć u swego boku Doktorka duszy i ciała...
Ach, gdyby mógł spowodować, że zniknie ciężar niepełnosprawności, że odejdą w dal wszelkie niedoskonałości ciała, a ja będę mogła jeździć na rowerze, pływać i cieszyć się
długimi spacerami... Cudowna recepta Doktorka, a ja znowu cieszę się, w pełni życiem, nie muszę łykać tabletek, aby móc funkcjonować... Marzenia...
Gdy odeszłyby w siną dal dolegliwości spowodowane przez reumatoidalne zapalenie stawów, zapewne jak ręką odjął odeszłyby również zły nastrój i tęsknota za normalnością…
Psychika i stan fizyczny są tak ze sobą powiązane, że jedno za drugim podąża niczym brat bliźniak.
Gdy jest zdrówko to psychika również odwdzięcza się uśmiechem na twarzy...Doktorku przybywaj...Marzenia"...

..."Doktorek Czarodziej... rozmarzyłam się. Ósmy krzyżyk na karku i z każdą „ siątką” , od pięćdziesiątki począwszy , coś tam zaczynał szwankować.
Gdyby tak nasz Doktorek mógł dwadzieścia latek chociaż cofnąć z mojego licznika, to i dolegliwości by ubyło...
Choć moja dusza ciągle młoda - ciało daje znać o sobie coraz częściej. Doktorku - cofamy licznik i wtedy marzenia do spełnienia same się znajdą"... 


..."Druga sprawa to niedomaganie mojej duszy i psychiki, niskie poczucie własnej wartości, dużo nad tym pracowałam na terapii, ale ciągle widzę niedomagania w tym temacie.
W dzieciństwie wyśmiewano mnie z powodu wyglądu, byłam zaokrąglona, jak teraz patrzę na zdjęcia z dzieciństwa to wcale nie wyglądałam tragicznie, ale uraz został, kompleksy mocno zakorzeniły się w mojej duszy i trudno mi się z tego uwolnić. Cieszę się że Nasz Kochany Doktorek pomoże mi się z tym uporać"... 

Poprzednie dni na Wyspie KLIK

Spadające Anioły





Spójrz kiedyś
 na rozgwieżdżone niebo
 Wygląda tak jakby przez 
małe otwory
w suficie świata  
przedostawało się niebiańskie światło 
Myślę że to tamtędy na ziemię 
spadają Anioły
Bo że spadają - to nie ulega wątpliwości
 Potrafią czasem wyglądać
 tak zwyczajnie
 że dopiero po czasie 
można się zorientować 
 z kim miało się do czynienia 
Krążą wśród nas 
nieustannie
A po spotkaniu z Aniołem
nic już nie jest takie samo...

Nie tylko dla dzieci " Pierwsza wizyta u fryzjera"


Razu pewnego dnia
 czerwcowego
a było to w poniedziałek
Mały Arturek poprosił fryzjera
by zrobił mu piękny 
przedziałek
Sam jeszcze dokładnie nie widział
jak ta wizyta będzie wyglądała
bo tak naprawdę to 
pierwszy raz w życiu
mamusia go tam zabrała
Nie wiedział czy starczy mu cierpliwości
aż fryzjer wykona zleconą 
robotę
lecz jedno wiedział Arturek napewno
na krótsze włosy miał wielką 
ochotę
Wszystko przebiegło bez komplikacji
Radości i zabaw było co niemiara
Więc teraz by szybko znów włosy urosły
Arturek się mocno 
postara

Siła jest w nas... Kolejny dzień na Wyspie - tym razem o życiowych kryzysach



Wchodzisz na stały, twardy, bezwzględny ląd
Spadasz...
Ze swoimi marzeniami, motylami w brzuchu - idealnym obrazem miłości.
 Praca, gonitwa rozczarowania.
Przychodzi w życiu też moment, w którym masz wrażenie, że to koniec świata.
Twój koniec świata.
Myślisz, że jeśli zrobisz jeszcze jeden krok - spadniesz w przepaść i nie będzie już nic.
A potem okazuje się, że takich „końców świata” było więcej i za każdym razem - ten następny krok robisz pewniejszy - w myśl zasady - „ Co nie zabije to wzmocni”
Masz w sobie tajną broń, lekarstwo - na ewentualne, czyhające jeszcze na Ciebie katastrofy.
Może będzie ciężko, ale już wiesz , że potrafisz...
Podziel się proszę - jaka to broń i co sprawia że podnosisz się, otrzepujesz i idziesz dalej.

...Wyrastałam w takich warunkach, że raczej porażek nie traktowałam jak koniec świata, były to niewątpliwie rozczarowania, ale czy koniec świata?
Lubiłam słuchać zawsze opowieści babć i ciotek o trudnych czasach i chyba to spowodowało, że inaczej patrzyłam na różne niepowodzenia, zresztą babcia Stefania była moją bratnią duszą i zawsze potrafiła znaleźć to przysłowiowe światełko w tunelu. Wygląda na to, że jestem szczęściarą, bo nie potrafię przywołać w pamięci specjalnie dołującego zdarzenia..."

..."Moja mama - piękna kobieta, nagle ze szpilek zeszłą na kule ortopedyczne.Choć do końca była silną kobietą, to wiem, że ten wypadek wpłynął znacząco na jej życie, a co za tym idzie i na moje również. Przyszedł jednak czas dorosłości, małżeństwo i dzieci. Po 10 latach dotknęło mnie osobiste nieszczęście.Choroba nowotworowa zabrała mi męża i ojca moich dzieci. Podnieść się po tym to był cud.Jednak moje dwa skarby pomogły mi, w tym ciężkim czasie.
Ich dziecięca miłość i szacunek do mnie dodawały mi skrzydeł każdego dnia. Po przeprowadzce do swojego mieszkania nasze życie toczyło się
spokojniej ,łatwiej. Praca, dom, pociechy. I nagle BUM!!!! Dopadła mnie choroba kręgosłupa. Z pracą musiałam się pożegnać i znowu walka o każdy dzień.
Ból towarzyszący mi cały czas i zmaganie się z brutalną codziennością.
Po siedmiu operacjach, moja siła do walki wciąż jest"...


..."Kiedy leżąca w łóżku z temperaturą prawie 40 st , o wyglądzie zombi - przeżyłam wizytę męża ze swoją przyjaciółka z pracy, piękną młodą dziewczyną, która na moich ledwie widzących oczach - pakowała go na wyjazd integracyjny,  ja spod kołdry nawet nie odważyłam się wysunąć na milimetr. Spakowała go i pojechali… 
Gdy dzieci odwróciły się ode mnie , bo ośmieliłam się zakończyć jednak związek, który niszczył mnie i wszystkich dookoła , gdy zobaczyłam zdjęcie mojej wnuczki w internecie... myślałam, że mi dusza pęknie na kawałki, nie pękła... zarosło się - jak fikusowi, który na twardej łodydze ciśnie w górę z nowymi liśćmi , a po starych opadniętych ma mocniejsze - choć zabliźnione miejsca.
Było też kilka śmierci, których nie potrafiłam zrozumieć i wydawało się, że nie będzie już nic... było... i jest...
Po takich i innych doświadczeniach - mam w końcu swoją tajną broń „"Je vais faire quelque chose. Ça va me changer les idées” - Jak to mówi moja przyjaciółka - Zrobię coś to mi odmieni myśli.
To działa.
Uodporniona - jak po szczepionce, żyję pełnią życia, które mi los ofiarował, wystarczyło tylko nie skupiać się na tym co złe, otworzyć oczy i iść"...

..."Na pierwszą wizytę do poradni (jak przystało na ,,dobrą” żonę alkoholika) poszłam z mężem. Chciałam wszystkiego dopilnować. Młody psychoterapeuta, wbrew obowiązującym zasadom, pozwolił mi wejść do gabinetu razem z mężem. Po
krótkiej, wstępnej rozmowie, ku wielkiemu mojemu zaskoczeniu, zaproponował terapię również mnie (oczywiście każde z nas miało ją odbyć osobno i u innego specjalisty).
Ten psycholog był pierwszą osobą, która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń. Wcześniej nieśmiało wspominałam o swoich problemach rodzinie, ale mój głos wołający o pomoc był ignorowany i bagatelizowany.
Czułam, że terapia może być dla mnie niepowtarzalną szansą, której nie mogę zaprzepaścić.
Zaczęłam chodzić na spotkania terapeutyczne (początkowo indywidualne, a potem w grupie wsparcia) i był to pierwszy krok do nowego, lepszego życia.
Nie było łatwo, ani krótko, ale zdecydowanie warto!!!
Wraz z mężem uratowaliśmy i odbudowaliśmy małżeństwo, i rodzinę. Ja odnalazłam siebie i zaczęłam nowe życie ze starym mężem"...


..."Moje życie szybko powiedziało mi sprawdzam... Choroba przewlekła jako towarzysz życia skutecznie uczył mnie pokory, a jednocześnie wiele zabierał... Gdy już wydawało się, że wychodzę na prostą po raz kolejny lądowałam w szpitalu, kolejny raz powracał ból... Na ringu życia znowu musiałam zawalczyć o zdrowie i sprawność...
Choroba, która kształtuje charakter młodego człowieka, wpływa również na jego dorosłe życie... Być może „muszę” zatem podziękować mojego towarzyszowi, że dzięki niemu jestem tym kim jestem, że nie jestem egoistką, że dostrzegam w sobie siłę do walki i spełniam się w pomocy innym chorym...
Życie nie jest jednobarwne, ale należy wyłapywać te piękne kolory, które sprawią, że na naszej twarzy zagości uśmiech"...


...`'Gdy córka zmarła w wieku 34 lat i trójka jej dzieci została sama - świat dla mnie przestał istnieć.
To był - jak mi się wtedy zdawało koniec - koniec wszystkiego, na takie chwile nikt nie jest odpowiednio przygotowany. To było dla nas koniec świata.
Ale nie na długo, przecież nie mogliśmy się pogrążyć w bólu i żałobie tak - by zapomnieć o wnukach, które miały tylko mnie i męża.
Trzeba było się nimi zająć. Do tej pory nie wiem jak i nie wiem skąd przyszła siła - by temu wszystkiemu sprostać.
Adoptowaliśmy całą trójkę wnucząt, by je wychować - a ich ojciec już się nie pokazał.
Przeprowadziliśmy się do mieszkania córki i wszystkie obowiązki matki trójki dzieci , po wychowaniu swoich - znów do mnie wróciły.
„ Koniec świata” stał się nowym początkiem i wywrócił moje życie do góry
nogami.
Teraz wnuki są już dorosłymi ludźmi, mają swoje rodziny, swoje dzieci - a to co mnie wtedy nie zabiło -dało mi tyle sił, że kalendarz i ilość moich lat, przestały istnieć"...



..."Co do konkretnych kryzysów, to nie dawałam sobie za bardzo czasu na to, aby
się im poddać. Albo zajmowałam głowę i skupiałam się na wychowaniu dzieci, albo uciekałam w pracę - to były moje odskocznie. Jak już było bardzo źle, to trzeba było wspomóc się lekami na depresję, które przez krótki czas pomagały mi znowu ruszyć do przodu i wtedy jakoś łatwiej było wejść z powrotem, na odpowiedni szlak mej drogi życia.
Każda śmierć bliskiej mi osoby, zawsze znacząco mnie zmieniała, a
ze śmiercią mojej 30 letniej przyjaciółki ,chyba do dnia dzisiejszego nie umiem tak do końca się pogodzić.
Wiem , że wszystko co nas spotyka, służy czemuś, naszemu dalszemu rozwojowi,
i tylko od nas zależy, co i ile zainwestujemy w nasz rozwój duchowy i czy będziemy też dbać o ciało"...


..."Mój ukochany brat popełnił samobójstwo, zatrzymał się czas, serce stanęło na chwilę i roztrzaskało się na kawałki, wylałam wiadra łez, przypłaciłam to zdrowiem- anoreksją, depresją i ogólna niechęcią do wszystkiego.
Mówi się że czas leczy rany, poniekąd tak, ale częściowo ból zostaje i takie poczucie porażki, że mimo starań tak się stało.
W tej sytuacji balsamem dla mojej duszy jest kontakt z przyrodą, ukochany las, staw, góry i zwierzęta w naszym gospodarstwie, króliki, gołębie, psy, kury i kaczki. Mam też w sobie duży potencjał dobrego humoru i pozytywne patrzenie w przyszłość ratuje mnie z wielu opresji i trudnych sytuacji"...

List do Mamy


Fot. Helena M. 

Kochani, wczoraj zamieściłam na FB zdjęcie mojego 
wiersza - listu 
sprzed kilku lat i obserwując to co się dzieje, stwierdziłam, że nic innego i lepszego nie napiszę. 
Dlatego tym, którzy pamiętają - przypominam - a z tymi z Was,  którzy nie znają - dzielę się swoim Listem do Mamy, 
który znajduje się w moim najnowszym tomiku pt. "Anielska ławeczka"

Ptasia lekcja



Kap... kap... kap...
Tak jak krople deszczu 
za oknem
wpadają mi w serce literki 
jedna za drugą
by ułożyć się w słowa 
Kap... kap... kap...
By opowiedzieć tym 
jak ptasie radio dziś 
koncertowało
przed deszczem
Za darmo
całkiem za darmo
dla ludzkiego zachwytu
W podzięce 
 za kropelkę wody i kilka muszek
A teraz ucichło by 
rankiem
od nowa zachwycać
Na całe ptasie gardło
za nic…
Z wdzięczności za samo 
istnienie
Jakie to człowiekowi 
jeszcze dalekie...



Wirus życzliwości



Zdjęcie dostałam od mojej koleżanki Basi
(Bad Rappenau Park Zdrojowy)

Epidemia życzliwości
 od dziś niech zagości 
Spróbuj wysłać maleńkiego
wirusa życzliwego 
Jeden uśmiech z twojej strony 
niech będzie szybko dalej 
przeniesiony 
Albo zaskocz dzisiaj  kogoś 
zwykłym słowem miłym 
by się słowa dobre
 szybko pomnożyły
Potem zobaczymy kto kogo
  pokona 
Bo wobec tej pandemii
nie ma szans „korona” 

Masz może wrażenie, że...




...teraz jest czas na 
poznawanie
siebie od początku
bez poczucia 
że coś było nie tak
Teraz jest czas na 
przytulenie 
swojego serca
i powtórzenie że
teraz już wszystko
 będzie dobrze 
a nawet lepiej
bo przez to "sito" przejdzie tylko
 to
co najbardziej wartościowe
Ja mam takie wrażenie
 To też TEN czas
by przestać skakać jak małpka
by zadowolić innych
i zobaczyć komu tak naprawdę
na tobie zależało